Przyznawanie się do winy w miejscu pracy to największa głupota.Jeśli chodzi o interakcje między ludzkie, szczerość i samoświadomość to fajne combo. Ale totalnie nie ma to odzwierciedlenia w #pracbazaTutaj przyznając się do winy i szczerze żalując, tylko oddajesz inicjatywę przełożonemu i stawiasz się na przegranej pozycji. A że wskazanie winnego odbywa się samoczynnie, więc szybko, to zbierasz na łeb te pierwsze impulsywne, negatywne emocje. Moim zdaniem dużo lepiej w pracy wychodzą ludzie pt. "to nie jest moja ręka". Zaprzeczanie, wypieranie, kłamanie. Nawet jeżeli brakiem skruchy dolejesz oliwy do ognia, to - szczerze - chyba już wolę się kłócić, niż pokornie zbierać baty. A najlepiej to rozsmarowywać winę. Na ziemi leżała skórka od banana, na hali jest o 0.001 db za głośno, a Mariusz szturchnął mnie łokciem jak szedł się wyszczać. A jak Kierasowi zejdzie ciśnienie, to wtedy już można na palarni przyznać, że "tak trochę moja wina". I ch*j. Reżimy przepisywały podręczniki do historii, Myślicie, że przyznanie do winy i zbieranie batów, sprawi że kierownik za 2 tyg przy porannej kawie sobie pomyśli "Ty, ale mam fajnego, szczerego, ludzkiego pracownika". Życzę wam takich kierowników, mi się nie trafili.Myślicie, że pyskówka postawi was w złej pozycji? Twój kierownik też ma nad sobą kogoś, kto rozlicza go z efektów. Jeżeli nie owinie sobie kogoś wokół palca, to musi z nim dobrze żyć. Z mojego doświadczenia (w sumie cały post to 100% empiryka) asertywność (nie bycie kasztanem, asertywność/stanowczość) jest ceniona NAWET w gównopracach, z ogromny przemiałem ludzi i korzystających z agencji zatrudnienia.Rozsmarowując winę będziesz farmazonem i ludzie nie będą Cię lubić? Jeżeli pracujesz w pracy, w której masz jakieś jasno wytyczone cele i dochodzi do sytuacji stresowych, to masz 90/10, że gadają o tobie gówno na palarni, bez rosmarowywania winy. Jak tyrasz jak koń i pracujesz ponad swoje obowiązki, to 70/30, że gadają o tobie gówno na palarni, nadal w wariancie nie obwiniania innych. Jak pracujesz z kobietami, to już w ogóle. Nie, że jakieś uprzedzenia, ale myślę, że nawet wiele Pań, chciałoby bardziej szczerą i bezpośrednią komunikację niż grę pozorów. Co do rozsmarowywania winy, anegdota z młodości.Byłem se w takiej robocie, gdzie maszyny to były łupy i często się psuły, pośrednio z winy operatora (w praktyce, to były ich zabawki i ich odpowiedzialność za jakośc sprzętu, ale mniejsza).Jakbyś maszynę trytkami sklecił. Trzeba było z tym pracować jak z jajkiem. Miliony czynników. Coś szturchnąłeś, rękę położyłeś w złym miejscu, guziczek 0.1 s za późno etc. Łatwo było spieprzyć.Już nawet dokładnie tego nie pamiętam, ale np. w jednej nabijarce szczęki się luzowały i wypadało sprawdzać/dokręcać co jedno nabicie elementu, bo drganie poluzowanej części sprawiało, że odłączał się kabelek od czujnika optycznego xDNo i przyjąłem się do tej roboty w tym samym czasie co inny gość.Na etapie przyuczania, gdy coś spieprzyłem, chodziłem do lidera i mówiłem co zrobiłem. Jak on czy tam mechanik (zależnie od kalibru usterki), sobie w tym dłubał, to gadaliśmy, no i w toku rozmowy, ze zwykłej przyzwoitości i szczerości, wychodziło że nie obchodziłem się z maszyną jak z jajkiem i jest to "moja" wina. "No, tak tak, faktycznie, pierdło mi się za blisko maszyny, a to wybija korki".A drugi gość nie dawa ebania. Nie wiem czy często bywał na komendzie, ale wypierał się i wił jak wąż. On nie kładł ręki w tym miejscu, on sprawdzał części, on resetował licznik kiedy trzeba było, on wszystko, kurwa zakład na indiańskim cmentarzu, czary, samo się zj*bało.Mieliśmy tyle samo wpadek. Przez cały okres szkolenia, mimo innych retoryk, byliśmy traktowani tak samo.ALEW toku pracy, kiedy już byliśmy samodzielnymi operatorami, wiedzieliśmy co jest 5 i wpadki zdarzały się niesamowicie rzadko.To kiedy On coś zrobił, to nic się nie stało. Ale moje wpadki, były już tak mocno... "celebrowane". Stałem się takim firmowym inside joke, "ooo anon znowu coś narobił". Nie był to jakiś mobbing czy coś, dla takiego twardogłowca jak ja, było to nawet jakieś takie przełamanie lodów, że niby haha hihi, razem się śmiejemy, jest wesoło.No ale potem pracujesz rok, dwa, trzy. Współpracownika farmazona już dawno z wami nie ma, a żarty o tobie dalej żywe, to tak średnio.Siedzisz na palarni, pada tekst "no anon zaś coś odwalił" i śmieją się wszyscy, wliczając nowych operatorów, którzy po 20 razy na zmianę biegają do lidera/na sur. Może nie jestem normalny, ale jakoś nie czułem się super doceniany. #niepopularnaopinia #pracbaza #takaprawda #zalesie #januszex

