Często czytam tag #alkoholizm i jestem pełen podziwu osób które widzą pozytywy rzucenia alkoholu. Sam mam abstynencję od 15 miesięcy, piłem od dobrych 15 lat weekend w weekend i czasami też w tygodniu, może bez upijania się do nieprzytomności, ciągów (nie licząc jakiegoś urlopu). Przez alko nie straciłem w sumie niczego tzn. prawa jazdy, pracy, nie najadłem się wstydu, nie odwalałem krzywych akcji i tak dalej. Miło wspominam czasy melanżowania. Jedynie trochę podupadłem na zdrowiu. Z wielu stron np. w internecie słyszałem, że jestem alkusem więc postanowiłem przestać pić.I co? No w sumie to nic. I to dosłownie. Czuje się jakbym te 15 miesięcy całkowicie stracił. Nie mam się do kogo odezwać, dla każdego znajomego każe spotkanie to picie alko, nie ważne czy spacer, rower, wyjazd na wakacje, wspólna naprawa auta w garażu, gra w planszówki czy zwykłe spotkanie. Ma być alko i tyle. Oczywiście mogę brać w tym udział ale dziwnie się czuje, widzę dziwne spojrzenia, czuje się wyobcowany. No i unikam żeby nie kusić losu. Rozstałem się z kobietą, bo stałem się nudziarzem - domatorem, cały nasz związek polegał na imprezkach w weekend, oczywiście piłem 5x tyle co ona. Najlepszy seks był po alkoholu. A teraz to stałem się wręcz aseksualny. Nie mam chęci na nic, leżę po pracy i nie robię nic. Film na trzeźwo jest nudny, muzyka jakaś taka sztampowa. W pracy też, kiedyś byłem kreatywny, chciałem zarabiać więcej, a teraz mam to gdzieś, najlepiej to bym się zdegradował w dół. Kasy mam więcej bo na imprezach szło sporo kasy (alko, jedzenie, taksówki, hotele, wejściówki i tak dalej). I zupełnie mnie to nie cieszy. Nie mam co robić z tą kasą. Mam wszystko co potrzebuje. Wydałem sobie trochę kasy na jakieś zrzutki i zupełnie mnie to nie ruszyło, żadnych wyrzutów sumienia, że przewaliłem kasę. Pojechałem na wakacje - ze znajomymi, oni się bawili, mi się nie chciało w tym brać udziału na trzeźwo. Jak pojechałem sam to leżałem w hotelu i miałem gdzieś jakieś zwiedzanie. Nawet ojciec sobie ze mnie śmieszkuje.I tak sobie myślę, że w sumie to bym wolał zamiast żyć z 30 lat tak jak teraz, to żyć imprezowym stylem życia chociaż rok, byłbym bardziej szczęśliwy. Bo co to za życie. Byłem u psychologa, były pogadanki, że przecież jest fajnie. Było skierowanie do psychiatry, były jakieś leki i w sumie nie pomogły nic, a wręcz było na nich gorzej. I nie wiem, walić te zmuszani się i iść w balet po staremu czy dalej się męczyć i nie robić nic tylko po to by nazwać się abstynentem?#zalesie #alkohol #depresja #samotnosc

