Mirki, mam trochę problem. Jakiś rok temu poznałem pewna dziewczynę, od początku był między nami dobry vibe, szybko w sumie zostaliśmy para…nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło, żeby tak szybko to poszło. No i tak przeprowadziła się do mnie, bo akurat to ja mam dom…a ona mieszka w innym mieście. Poznałem ja z moim synem (który mieszka u mnie co drugi tydzień) i moja rodzina. Ale jakiś czas temu zaczęły się jakieś pojebane rzeczy dziać. Po pierwsze, pare razy gdzieś pojechaliśmy za granice, gdzie dokładałem się jej, czy do biletów, czy hotelu. Ona nie zarabia jakiś kokosów + ma remont mieszkania, który przeprowadza jej ojciec- budowlaniec. Od 7 miesięcy. Jednak jak mam podejrzenia, ze trochę robi ze mnie swój bankomat:- nigdy nie dołożyła się do żadnego rachunku - na temat, który poruszyłem, powiedziała, ze jej nie stać, bo musi spłacać swój kredyt, za mieszkanie w którym nie mieszka. - jak pojechałem z nią i moim dzieckiem raz na wakacje moim samochodem, powiedziała, ze rachunek za paliwo powinien być dzielony na 3, tak samo jak hotel (gdzie raz za młodego nie płaciliśmy, bo cena była taka sama). - jak powiedziałem, ze będę teraz chciał kasę za rachunki - to zrobiła grandę i powiedziała ze się zmieniłem i jestem toksyczny, a rachunki powinny być dzielone na 3 (młody mieszka tylko 2tygodnie/miesiąc) - nigdy nie kłóciłem się z kobietami, z którymi bylem wcześniej niż 1,5 roku od kiedy je znałem. Z ta kłóciłem się już kilka razy. - wykręca się tym, ze jestem skąpy i wcale bym do niej nie przyjeżdżał, jakby mieszkała gdzie indziej. (Choć wydaje miesiecznie na paliwo więcej niż nie jedna pensja). - fakt, sprząta trochę w domu, robi jakieś pranie, czasem coś ugotuje, ale nie są to czynności, których nie ogarniałem będąc singlem. - mi tam na kasie nie zależy, bo rachunki nie są jakieś mega duze (raptem 900ziko/mies). Sam zarabiam dość dobrze, wręcz bardzo dobrze, ale zapierdzielam na 2 etaty…wiec moje miesięczne przychody oscylują w okolicy 50-60kAle wkurwia mnie sam fakt, ze laska nie zaproponowała mi dorzucenia sie do jakiegoś rachunku, tym bardziej, ze rok czasu mieszka u mnie. - rat mojego kredytu jej nie każe spłacać, choć są duze. W gruncie rzeczy teraz chce jej postawić sprawę jasno, albo dokłada sie do rachunków, albo sie po prostu żegnamy, chcąc nie chcąc, zależy mi na niej, ale źle sie czuje z tym, ze jestem sponsorem jej życia. Nie wiem czy nie przesadzam. #zwiazki #logikarozowychpaskow #redpill

