Uwaga, będzie wspominkowo. To nie jest pasta, i to nie jest wysryw AI. W dzieciństwie w domu było biednie. Wiadomo, #lata90, polska, bezrobocie, bieda. Na tyle, że jakiekolwiek nowe ciuchy były dla nas kompletnie poza zasięgiem. Absolutnie wszystko, co nosiłem w podstawówce pochodziło ze szmateksów. Mówiąc wszystko, mam na myśli wszystko - włącznie z majtkami i skarpetkami.Mogę z całą pewnością napisać, że bywały okresy, kiedy wszystkie ubrania w mojej szafie pochodziły z lumpeksu.Potem finansowo trochę się w domu poprawiło, ale moja mama zwyczajnie lubiła chodzić do szmateksów i grzebać, więc nadal chodziła i grzebała - paradoksalnie, byłem ubrany lepiej niż rówieśnicy, bo to przeważnie były porządne, często markowe rzeczy.Ale ja już miałem w mózgu głęboko wyryte "nowe ciuchy są dla mnie za drogie".Pamiętam, że gdzieś na przełomie podstawówki i liceum jedna ciotka dała mojej mamie parę skarpetek, która on kupiła dla swojego syna, ale okazały się w złym rozmiarze.JEDNA PARA NOWYCH SKARPETEK. Wtedy biedy już całkiem w domu nie było - miałem nowy komputer, jakieś wyjazdy, obozy, rodzice wymienili Poloneza na lepsze auto.... Minęło od tego czasu prawie 30 lat, a ja nadal pamiętam tę JEDNĄ PARĘ NOWYCH SKARPETEK.Minęło trochę lat, skończyłem studia, zacząłem pracę, wyprowadziłem się od rodziców... I wtedy odkryłem to:Nowe ciuchy można sobie po prostu kupić. A nowe skarpetki nawet nie są drogie.Po prostu UWIELBIAM kupować sobie ciuchy, a zwłaszcza skarpetki. Czuję się wtedy jak milioner :). Mam ponad 40 lat, dom, samochód... Ale kupno samochodu nie wywołało u mnie takiego dreszczu, jak zakup PARY NOWYCH SKARPETEK.Wczoraj robiłem mały w swoich szufladach.Już po wyrzuceniu około 30 par, zostało mi - uwaga - 86 par skarpetek :D. I właśnie przeglądam Internet, żeby sobie jeszcze jakieś kupić.#dziecinstwo #lata90 #wspomnienia #fetysz #skarpetki #dzieci #polskiedomy #logikaniebieskichpaskow

