#wspomnienia #przemyslenia #zalesie #feelsPrzypomniała mi się taka historia z czasów szkoły średniej. O tym, jak ludzie potrafią być wredni.Była w naszej klasie taka Agatka. Niezbyt urodziwa, niezbyt lubiana, a jej rodzice byli raczej biedni. Uczyła się raczej przeciętnie, nie była super lotna, ale sumienna i widać było, że się stara. Chłopaki z klasy często jej dokuczali (niestety nawet w liceum trafiały się takie ancymony, których bawiło wyśmiewanie innych - na szczęście byli w mniejszości). Dziewczyna była dość naiwna i czasem łatwo nabierała się na jakieś wkręty tych debili. Agata nie była zapraszana na imprezy, ale kiedy sama kończyła osiemnaście lat, o dziwo zorganizowała urodziny. Nie trzymała z nikim szczególnie, ale na osiemnastkę (którą urządziła u siebie w domu) zaprosiła całą klasę. I to był jej błąd, bo nawet ci, którzy uprzykrzali jej życie, skorzystali z zaproszenia.Impreza była średnia, raczej sztywna atmosfera i klimat bardziej jak u cioci na imieninach niż domówce młodych ludzi, ale widać było radość dziewczyny, że goście dopisali. Podejrzewam, że nigdy wcześniej nie czuła się tak popularna. Dziewczyny raczej starały się być miłe, chłopcy w większości też. Niestety tych kilku głąbów musiało coś odwalić. Znaleźli pamiętnik/dziennik Agaty w jej pokoju i przynieśli go, żeby odczytać co ciekawsze fragmenty przy wszystkich. Dziewczyna prosiła ich, żeby tego nie robić, kilka osób zaczęło protestować w jej obronie, ale zanim im odebrano pamiętnik, zdążyli już wyśmiać jej zapiski. A miała tam zapisane jakieś teksty motywacyjne typu „Pamiętaj, że jesteś wartościowa” czy „Ciężka praca zaprocentuje”, jakieś cytaty o cierpliwości i o tym, że liczy się wnętrze itp. Trochę cringe, ale skoro jej to jakoś pomagało, to fajnie, że sobie takie rzeczy zapisywała. Sytuacja była przykra, dziewczyna spaliła buraka i do końca wieczora była już mocno spięta. Zresztą ta impreza nie trwała długo, większość klasy zawinęła się dość wcześnie. Ja i kilka innych osób zostaliśmy dłużej (bardziej z grzeczności niż z chęci), pomogliśmy też posprzątać. Cóż, przynajmniej dostała jakieś prezenty i może chociaż przez chwilę się cieszyła, że frekwencja dopisała.Ciekawi mnie, skąd to się u ludzi bierze, że potrafią robić komuś przykrość i jeszcze czerpać z tego radość. Czy to jakieś deficyty z domu, które kompensują sobie w ten sposób, czy rodzą się z takimi skłonnościami? Tak czy inaczej, współczuję wszystkim, którzy doświadczyli jakiejś formy przemocy, psychicznej czy fizycznej, a czasy szkolne wspominają z bólem brzucha i niesmakiem. Mam nadzieję, że wiedzie wam się teraz lepiej (i Agacie też - a jak jest, rzeczywiście, to nie mam pojęcia, bo dziewczyna nie ma profili w social mediach).

