Ponad 20 lat w związku z DDD, 15 lat małżeństwa jako mąż (ujawniam płeć), dzieci. I choć od dawna nie jest lekko (ach ta miłość) to dochodzę do krytycznego momentu. Jestem na maksa zmęczony, wyczerpany, 40 lat na karku i czuję, że jeszcze mogę skorzystać z życia (ach te egoistyczne podejście)... ale każda analiza problemu (przez co spać nie mogę od dłuższego czasu) prowadzi mnie do tego, że nie ma idealnego rozwiązania. Rozejść się? Nie wiem czy zyskam, a dzieci stracą. Zostać? Zamęczę się na śmierć.Czuję się skrajnie wyczerpany, wyczerpany sinusoidą nastrojów. Ostatnio podjąłem złą decyzję i w marcu trochę uciekłem w alko (teraz detoks). Depresja i słabe poczucie psychofizyczne zarezerwowane tylko dla mojej połówki (to nie ja jestem DDD i nie mam prawa mieć deprechy), o sexie mogę zapomnieć (chyba, że połówka chce i jak powiedziała "przecież sam korzystasz!"), nie wiem kiedy na moje normalne pytanie usłyszę miłą odpowiedź, a kiedy "spie...aj". Ogólnie wszystko moja wina.Ktoś was był w tej sytuacji? Rozmowa z psychologiem na coś się zda? Jak postępować?Była terapia małżeńska, ale moim zdaniem bez indywidualnej terapii dla osoby z DDD to nie ma sensu.M.#psychologia #psychiatria #ddd

