Mireczki, czy ja jestem normalny? Mam 44 lata, dwojke dzieci, udane malzenstwo i dobra prace, gdzie czuje sie spelniony i w poniedzialki z checia wstaje do roboty. Finansowo tez jest dobrze (corka w prywatnym liceum, splacona hipoteka 3 lata temu). No wlasnie, ale......stresuje/przejmuje sie strasznie blahymi pierdolami. Ostatnio po wymianie klockow hamulcowych w jednum z dwoch aut w rodzinie cos mi nie do konca pasowalo, bo klocki dlugo sie docieraly, a tarcze byly juz troche zuzyte i jakos tak mnie to denerwowalo, ze w 90% jezdzilem tym drugim samochodem. I na sama mysl, zeby jezdzic tym drugim, dopadal mnie stres i odbieral przyjemnosc zycia. Po 2 miesiacach ogarnalem w koncu dobrego mechaniora, wymienilem tarcze i naprawilem pare rzeczy w zawieszeniu i wszystko smiga jak nalezy teraz. Radosc jaka mialem z naprawy tej pierdoly byla wieksza niz z niedawnego awansu i podwyzki w pracy. I tak wlasnie mam w zyciu - patrzac z boku, wygralem na loterii zycia. A ja sie przejmuje pierdolami typu piszczace klocki hamulcowe w aucie za 250k...P.S. zdrowie tez dopisuje zarowno mi jak i rodzince.#wygryw czy #przegryw

