Opublikowane

Jak radzić sobie z toksycznym partnerem lub rodzicem?

Jak nie dać się odpalać na zaczepki żyjąc z toksycznym partnerem/rodzicem?Macie jakieś poradniki/książki?Na tę chwilę wyprowadzka nie wchodzi w grę, bo mnie nie stać na kawalerkę, ale nad tym pracuję intensywnie. (a jak mam mieszkać z imigrantami z azji/wschodu w 10 w m3 to już wolę z rodzicami).Udało mi się osiągnąć taki stan, że humorki/fochy toksycznego rodzica przestały wpływać na moje samopoczucie jednym uchem wpuszczam, drugim wypuszczam, ale czasem jak mam ciężki dzień w pracy czy inne problemy niestety potrafię znowu złapać baita i rozpocząć bezsensowną dyskusję/kłótnię. Czasem jak patrzę na swoje głupie życiowe decyzję to sam się nakręcam, wiem, że moje życie to moja wina, ale uważam, że ciągły cyrk w domu miał trochę wpływ na moje decyzje.U mnie w domu matka czepia się o wszystko, zawsze za mało, zawsze można więcej, zawsze nie tak jak ona by planowała, a ja się nie domyśliłem. Brak stopniowania reakcji, czy przeterminowany ser w lodówce za 6.99 czy coś poważnego darcie się na cały regulator.Jestem dorosły, po sobie sprzątam, dokładam się do budżetu, pomagam przy domu, czasem jak się coś zepsuje to naprawiam/kupuję z własnej kieszeni.Matka nadal mi planuje każdą wolną chwilę.Od czasu jak przeniosłem się z produkcji do biura to mi tłumaczy, że jak ma się taką pracę, że ręce czyste to po pracy jeszcze trzeba coś sobie znaleźć do roboty xD (Matka sama nie pracuje od lat, ale do organizowania czasu innym jest pierwsza).Najgorzej jest jak któryś z sąsiadów w moim wieku robi w domu jakiś remont/coś koło domu, wtedy to się już odpala całkowicie przylatuje do pokoju i mówi widzisz twój kolega X nie siedzi on coś robi, idz się pokręć koło domu może też sobie coś do roboty znajdziesz itd.Z innych ciekawostek moja matka nie wierzy np. że ludzie na zachodzie żyja na wyższym poziomie niż w PL wykonując podobną pracę. (Nikt za darmo pieniędzy nie daje).#przegryw#depresja
25

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (4)
mirko_anonim
Opublikowane
optymistyczny-filantrop-90 pisze:
@Autor wpisuI to jest ciekawe zagadnienie. Wiemy, że jak się młoda julka napatrzy na taki wzorzec relacji, to w trybie "żona" będzie taką samą zołzą. Ale jakie dla niej (jako osoby) są "efekty uboczne" takiego wychowania?Może się jakiś #rozowypasek wypowie? Ironią losu jest też to, że przez świadomość patologicznej sytuacji rodzinnej człowiek przez tyle lat zdobył mnóstwo wiedzy z zakresu budowania relacji, unikania toksyków, wychwytywania nieakceptowalnych zachowań u potencjalnych partnerek, stawiania granic, a finalnie dalej tkwi w tym samym miejscu... Przybywa tylko lat, samotność się pogłębia, a frustracja życiowa rośnie.U mnie też tak jest, nie ma ani jednej życiowej decyzji, której by mi na bieżąco wredna jędza nie podważała lub krytykowała. Podejmę taką, która finalnie okaże się dobra, to na początku pierdolenie - "będziesz jej jeszcze żałował", a jak jednak wyjdzie na dobre, to nagle zapomina o temacie. Podejmę tą, która okaże się być złą - "od początku mówiłam ci, że nic z tego nie będzie", nawet jeśli mnie do tej decyzji zachęcała. Mało tego! Ten schizofreniczny Monty Phyton jest posunięty do takiego stopnia, że nawet jak posłucham rady matki i zrobię od A do Z tak jak chce matka, a koniec końców okaże się to zła decyzja to i tak jestem opierdalany, że jestem do niczego - "od początku czułam, że tak będzie"... Kurwa mać! I tak powiem.Dlatego właśnie we mnie od kilku lat opór wewnętrzny narasta coraz mocniej. Im wyższa cyfra na liczniku, tym mocniej dociera do mnie to, że moje życie jest moje i albo przeżyję go po swojemu, albo będę jak ten Adaś Miauczyński - do usranej śmierci w psychicznym cieniu matki.Tj. wszystkie życiowe decyzje świadomie i nieświadomie podejmował tak, żeby tylko zadowolić oczekiwania matki.Tutaj wracamy do sedna pytania z pierwszego posta. Odcięcia pępowiny nie da się dokonać inaczej niż fizycznym odizolowaniem się od matki. Najlepiej też zablokować jej numer i w ogóle dać sobie kilka lat na zagojenie się ran na psychice, zanim nawiążemy z nią ponowny kontakt. Szkoda tylko, że człowiek doszedł do takich wniosków mając lat 30, a nie np. 20... Gdy jedyną rzeczą, która trzymała mnie w domu była grawitacja.I drugi też dość ciężki do przeskoczenia problem jest taki, jak to zrealizować? Ktoś powie "zmień kredyt, weź pracę", ale tak jak w moim przypadku (chuop całe życie wychowany w domu - na zadupiu), nie bardzo wyobrażam sobie przeprowadzkę do dużego miasta, a zwłaszcza wegetację w bloku, bez dostępu do garażu - który jest dla mnie ostatnią oazą psychicznego spokoju. Przerabiałem coś takiego w czasie studiów. Gdy zostawałem w mieście dłużej niż 2 tygodnie, to zaczynała dopadać mnie mega deprecha... Ale do sedna, przy obecnych cenach nieruchomości, na sam wkład własny trzeba mieć min. 100-150 tys. koła papieru. Przy moich obecnych możliwościach finansowych to jakieś 10 lat ciułania. Może gdybym odpuścił dywersyfikację oszczędności, to w 5 lat bym się wyrobił. Tylko, czy w wieku 40/35 lat byłby sens w ogóle się wyprowadzać z domu, gdy de facto matka byłaby jedną nogą nad grobem? Zostałby wtedy problem podziału majątku między mnie i brata, co jak życie pokazuje, nigdy nie jest prostym tematem, zwłaszcza gdy rodzic wyraźnie faworyzuje jedno ze swoich dzieci... Oczywiście zakładam, że dalej byłbym sam, więc z drugiej strony po co byłby mi ten majątek?Mówiąc krótko, biednemu to zawsze wiatr w oczy i chuj w dupę. PS. Cholera, znów chciałem krótko i zwięźle, a wyszła ściana tekstu XD
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@optymistyczny-filantrop-90
Na marginesie, przerażający jest dla mnie fakt, jak takie zjebanie umysłowe rodzica może wpłynąć na chuopa w całokształcie. Niedawno w całej krasie uświadomiłem sobie, że przez to bezustanne darcie mordy moja postawa wobec kobiet to wieczyste przygotowanie na jakiś atak werbalny z ich strony.
Dziś patrząc na to z perspektywy czasu wiem, jak ważna jest obserwacja przyszłych teściów. Choć sam odpuściłem temat związków będąc w gimnazjum, a w wieku 20 lat stwierdziłem, że definitywnie its over. Dziś mam 31 lat i widzę jak bardzo można się wpakować, gdy jesteś w związku z dziewczyną wychowaną w takim domu gdzie ona chłonęła te zachowania od matki i w gdy już jest po ślubie i odpala jej się soft "żona" później mamy wysyp postów na tagu #zwiazki gdzie dobre proste mireczki piszą
moja żona po ślubie zmieniła się o 180 stopni xD
Ja przez ten cyrk od małego uczyłem się, że własne zdanie nie ma znaczenia i to czego się chce też. Od smiesznych rzeczy jak to jak chce sobie zaplanować dzień jeszcze za dzieciaka, jakie studia chce wybrać, czy chce iść na jakąś imprezę rodzinna. Wieczny dym jak cokolwiek nie po myśli i podważanie mojego zdania przez kłótnie/obrażanie się/fochy.Czlowiek dorastającw takim domu już jako dorosły ma problem z pdejowanie decyzji i posiadaniem własnego zdania bo na każdym kroku od małego było podważani i jakieś tworzenie wątpliwości.
Moderator digitallord
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
optymistyczny-filantrop-90 pisze:
Mordo, mam dokładnie tak samo. Z tą różnicą, że mi co raz trudniej wpuszczać jednym i wypuszczać drugim uchem. W domu moja starsza nie zna innej formy komunikacji niż krzyk. Po prostu.Myślałem nad tym wielokrotnie i jedyne sensowne oraz legalne ( ͡° ͜ʖ ͡°) rozwiązanie, gwarantujące 100% sukcesu pokładanych w nim nadziei to właśnie wyprowadzka. Twoja albo matki ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jeśli matki nie będzie fizycznie przy Tobie, to nie ma chuja, żebyś mógł się odpalić.Na marginesie, przerażający jest dla mnie fakt, jak takie zjebanie umysłowe rodzica może wpłynąć na chuopa w całokształcie. Niedawno w całej krasie uświadomiłem sobie, że przez to bezustanne darcie mordy moja postawa wobec kobiet to wieczyste przygotowanie na jakiś atak werbalny z ich strony. Z kolei ten stan wywołuje u mnie wstręt, pogardę i inne negatywne emocje względem p0lek. Także over dla jego. Brat 12 lat temu się wyprowadził z domu i dopiero po 6 latach zaczął wyrywać loszki. A jest o wiele bardziej dynamiczny ode mnie. Myślę, że ja do wyrywania świnek przełamałbym się dopiero po 10 może 15 latach, czyli koło 50'tki ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Moderator heracinsky
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
elastyczny-nomada-71 pisze:
Witam mam 20 lat przychodzę do was z takim pytaniem, od zawsze w sumie nie miałem siły w rękach czy to przy wyprowadzaniu ciosów czy to przy rzucaniu śnieżka, ogólnie jestem wiotki (wszystko kończyny mimowolnie mi strasznie latają) na swoją wagę podnoszę małe ciężary, O co tu może chodzić wiecie co to może być za schorzenie albo choroba, do jakiego lekarza się z tym najszybciej udać, nie mam problemów z równowagą czy codziennymi czynnościami czuję się jakbym miał jakieś słabsze mięśnie do tego jestem bardzo wiotki wagę mam normalną nie jestem wychudzony #lekarz #siłownia #problemyzdrowotne
Moderator digitallord
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

b8z3ju2n5hxd4zwwb2qhbqhx

Dodane: 21 grudnia 2024 - 18:54:17
Opublikowane

Autor był widzianyponad rok temu
Zobacz wszystkie wpisy