Mam 20 lat, mieszkam na wiosce 150 osób. Jedyne kontakty społeczne jakich było mi dane doświadczyć były w liceum, miałem tam malutką grupkę znajomych z którymi się trzymałem, ale po maturze się rozeszliśmy (każdy dojeżdżał, mało szans na widzenie się poza szkołą). Teraz zacząłem studia, spodziewałem się w sumie nie wiem czego, ale miałem nadzieję, że będzie mi dane chociaż jakieś niezobowiązujące pogadanie z kimkolwiek, a spotykam się z przemilczeniem tego co mówię, ignorowaniem tego, bądź nawet ostrzejszymi reakcjami. Podczas podawania listy obecności do dziewczyny za mną uśmiechnąłem się do niej, a ta się skrzywiła. Uprzedzając, nie powiedziałem nic dziwnego/niestosownego... No i z tym się strasznie źle czuję, bo dosyć dbam o swoją prezencję, zanim poszedłem na te studia to schudłem i trenuję po 2/3 razy w tygodniu i uważam, że obiektywnie wyglądam nie najgorzej, mam dobrą linie włosów, w miarę symetryczną twarz, ubieram się schludnie, tak żeby podkreślić dobre cechy sylwetki. Największa wada to 175 cm wzrostu, czyli na dzisiejsze standardy nie dużo.I teraz tak, całe życie samotnictwo mimo wychodzenia z inicjatywą, brak kumpli i niedoświadczenie nawet przysłowiowego trzymania za rękę, na pewno skutkują brakiem social skilli, ale nie jestem raczej jakiś dziwny w obyciu, staram się być sympatyczny. Na tyle ile sympatyczny może być człowiek którego nic praktycznie nie motywuje i już nie cieszy. Cierpię w skutek osamotnienia, coping nie pomaga, nie sprawia mi już przyjemności granie w gry, filmy, spacery, rysownie itd., rzeczy które kiedyś bardzo lubiłem i pozwalały przetrwać gorsze momenty.Jestem cholernie zmęczony tym wszystkim, nie mam nikogo do porozmawiania, w domu mają na mnie wyjebane i nikt nie interesuje się moim stanem psychicznym. Każdego dnia budzę się i zasypiam zmęczony, 24/7 brain fog i uczucie oczu wbitych z przygnębienia głęboko w czaszkę. Często łapie się na tym, że nie mam ochoty dłużej czuć czegokolwiek, permanentne zgorzknienie. Najprzyjemniejsza czynność to odcięcie się od zmysłów np.poprzez spanie.Coraz większa dysocjacja, nie mam pojęcia co robić. Czuje się jakby każdego dnia było coraz gorzej, i aż obawiam się pomyśleć czym może się skończyć taka wegetacja. Jeżeli ktoś ma podobne doświadczenia, i udaje mu się jeszcze wykrzesać jakiekolwiek siły życiowe, chętnie przeczytam co mu pomaga.To jest życie nie warte życia.#przegryw #blackpill #samotność #depresja (?) #tfwnogf

