#dieta #zdrowie #gotowanie #psychologiaOstatnie lata bardzo dogadzałam sobie kulinarnie.Bardzo lubię gotować, bardzo dużo i bardzo różnorodnie sobie gotowałam.Trochę przez pasję, trochę przez konsekwencję zaburzeń żywnia, a później zbyt długiego bycia w deficycie podczas prowadzenia przez dietetyka.Później doszło do sytuacji, gdzie:- piekłam chleb, robiłam sama na nabiał- robiłam wegańskie kotleciki- robiłam wymyślne mięsapo prostu wieloskładnikowe i czasochłonne dania.Też po tych wszystkich perturbacjach po prostu nie umiałam (dalej mam z tym problem) czuć sytości oraz co gorsza wybraniałam się na wszystkie możliwe sposoby przed czuciem nawet drobnego, fizjologicznego głodu gdzie trochę zaczyna burczeć w brzuchu. Często kupowałam za dużo i gotowałam na zapas. Przytyłam 7kg, jest mi z tym źle mimo, że w bmi jeszcze się mieszczę.Teraz jestem na etapie życia, gdzie nie mam czasu sobie gotować i zrozumiałam, że siedzenie tyle czasu w kuchni na przemian z zażynaniem się na siłowni to zaniedbywania życia w innych obszarach.Sport ograniczyłam do 6k kroków + 1-3 razy w tygodniu intensywniejszej aktywności.Próbowałam pudełek, ale zbyt mnie po nich bolał brzuch, za małow warzyw, za słone i za dużo mięsa, często jeszcze za tłuste.Obecnie robię postęp bo nie liczę kalorii i coraz częściej zdarza mi się czuć lekki głód.Teraz zastanawiam się, jak się przełamać do jedzenia tego samego 2-4 dni pod rząd. Jak nagotuję na zapas to po prostu mi to rośnie w buzi trzeciego dnia :( stwierdzam, że chyba nie jestem głodna a później podjadam.Może ktoś ma jakieś pomysły?Docelowo chcę nie kupować za dużo jedzenia, jeść tyle ile potrzebuje, czuć głód (a nie być ciągle lekko przejedzona), nie liczyć z tyłu głowy kalorii, gotować w ograniczonej ilości - i do tego potrzebuję umiejęstości jedzenia kilka dni tego samego. No i fajnie byłoby schudnąć, chociaż nie chcę przez liczenie przechodzić jeszcze raz.

