Czy ktoś odczuwał po śmierci bliskiej osoby zobojętnienie?2 tygodnie temu odszedł mój Tata. 18 lat temu miał udar móżdżku odpowiedzialny za równowagę. Miał orzeczony stopień niepełnosprawności (trzeba było np. kroić kanapki z powodu niesprawnej ręki). W grudniu ub.roku przewrócił się w łazience, złamał kość biodrową przy stawie, kość łonową. Już w szpitalu doszła agresja, w domu tak samo, przy okazji wykryto niedoczynność serca i zapalenie płuc. W domu bezsenne noce (mamy je do dziś). Pierwszy raz w życiu przez takie coś przechodziłem. I w sumie cały czas o tym myślę. Zauważyłem, że jest mi już totalnie wszystko obojętne. Przestały mnie obchodzić opowieści innych, w pracy zamiast 100%, daję z siebie 70. Niestety koleżanki zrobiły tylko część prac przez tydzień mojej nieobecności (2 dni na ogarnięcie pogrzebu to żenujące jest tak a propos) i teraz muszę wszystko nadganiać i ogarniać. A że pracuję w księgowości to terminy biegną. No po prostu mi się odechciało jeszcze bardziej niż wcześniej. Czy miał ktoś podobnie? I czy po śmierci bliskiej osoby rzucił pracę? #smierc #pracbaza

