Opublikowane
#depresja#psychiatria#psychologSiemano Mirki, postaram się po krótce opisać swój problem, bo już jestem po prostu tym zmęczony, zbyt często to do mnie wraca, a więc w skrócie:Mam 27 lat, pracę, wypalone zainteresowania , staram się rozwijać zawodowo i osobiście, ale to już chyba tylko i wyłącznie ze względów racjonalno-ekonomicznych. Jednak zanim znalazłem się w momencie w którym jestem, musiałem przejść przez ogromne bagno, które co jakiś czas do mnie wraca, i to w coraz bardziej okrutny sposób. W wieku 11 lat moi rodzice się rozwiedli, a dwa lata później zmarł mój ojciec, o ile dobrze sięgam pamięcią, nie posypało mi się wtedy życie, owszem - było mega trudno, ale dawałem radę, skończyłem gimnazjum, poszedłem do średniej, w międzyczasie moja mama miała już nowego partnera - na początku było całkiem ok, chociaż niezbyt to akceptowałem i przez to nabrałem dużego dystansu do niej jak i całej rodziny, później zaczęły się kłótnie i awantury, których nierzadko byłem świadkiem. Było to dla mnie wstrząsające i nie potrafiłem zrozumieć dlaczego to dalej trwa. Odkąd pamiętam, zawsze miałem dużo znajomych, byłem raczej duszą towarzystwa, ale w pewnym momencie zrozumiałem że w głębi jestem smutnym jak skurwysyn człowiekiem, okropnie poszarpanym przez doświadczenia z przeszłości. Poszedłem na studia, co wiązało się z wyprowadzką z domu, więc generalnie oznaczało to odcięcie pępowiny, "pójście na swoje" i zajęcie się swoim życiem. To było świetne - nowi znajomi i otoczenie, pracowałem sobie dorywczo - ogólnie było mega spoko, ale gdzieś z tyłu głowy cały czas przewijał mi się się stres związany sytuacją w domu rodzinnym - cały czas myślałem o tym, o kłótniach, awanturach i krzykach. Zorientowałem się, że siedzi to cały czas w mojej głowie i muszę włożyć dużo wysiłku, po prostu walczyć żeby tłumić te myśli, podczas pracy, wykładów, rozmów ze znajomymi, czy imprez. Oczywiście trwało to cały czas i moje życie było przeplatane jakimiś nowymi, popie*dolonymi akcjami z domu. Ta cała sytuacja stanowiła drugi plan dla mojego umysłu przez ostatnie 7-10 lat. Na szczęście razem z końcem związku mojej mamy z jej ówczesnym partnerem skoczyły się kłótnie, awantury i powoli wszystko wraca do normy. Jesteśmy na etapie odbudowywania kontaktu, ale jest to cholernie trudne, mam niesamowity żal w stosunku do niej, że pozwoliła temu trwać tak długo, chociaż z drugiej strony tłumaczę sobie że to są dorośli ludzie i to ich decyzje, niestety, moja głowa oberwała rykoszetem wielkości kuli armatniej. Obecnie jestem rozjebany na kawałki, nie potrafię cieszyć się najmniejszymi rzeczami, sukcesami, czy czymkolwiek innym. Staram się żyć najlepiej jak potrafię, dbam o siebie, dbam o swoje obowiązki i cały czas staram się podnosić życiowe poprzeczki, jednak za cholerę nie umiem się tym cieszyć. Teoretycznie wiem, że rzeczy, które robię są pozytywne, ale brakuje mi tej radosnej chemii w mózgu, która by mnie pchała do przodu i motywowała do dalszych działań. Zamiast tego jest chroniczny stres, którego źródła nie potrafię zlokalizować. Nawroty stanów depresyjnych są coraz mocniejsze, kiedyś to były tylko chwilowe "doły", a w tym momencie potrafią trwać nawet kilka dni, podczas których po prostu nic nie jem, siedzę na kanapie, słucham muzyki i piję alkohol, którym się po prostu otępiam żeby zatrzymać rozbiegane myśli. Nie potrafię się skupić, zapominam rzeczy, podczas rozmowy z ludźmi po prostu udaję, że uczestniczę w rozmowie, a myślami jestem zupełnie gdzie indziej przez co czuję się jak ostatni egoista. Nie potrafię cieszyć się ze spotkań ze znajomymi, czuję że tracę swoją tożsamość, łatwo wpadam w melancholię i nie potrafię się z niej wydostać przez długi czas. Jak przypominam sobie licealne czasy to po prostu płaczę jak małe dziecko nie potrafiąc uwierzyć w to jak bardzo się zmieniłem. Na moje szczęście, lub nieszczęście, jestem zajebistym aktorem i za wszelką cenę staram się przed wszystkimi ukryć ciężar, który mam w głowie. Psycholog, psychiatra, czy do kogo ja mam pójść żeby mi pomógł? Moje stany zaczynają być coraz gorsze, mam tak średnio kilka razy w miesiącu i nie potrafię już sobie dłużej z tym radzić, nie chcę zalewać tego alkoholem i tkwić w tym gównie. Do niedawna myślałem że jestem w stanie to kontrolować, i że to po prostu "gorsze dni". Zaczynam się bać o siebie i te sytuacje są coraz bardziej przerażające, nie umiem już z tym dłużej walczyć, po prostu się poddaję.

Dyskusja

Nie ma jeszcze anonimowych odpowiedzi.

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

cls9bsc9x004k0mjwzknamje1

Dodane: 5 lutego 2024 - 20:29:05
Opublikowane

Autor był widzianyponad 2 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy