#przemyslenia #problemypierwszegoswiata #niewiemjaktootagowac #zwiazkiTLDR: nie mam już żadnych znajomych i trochę mi to przeszkadza ale sam do końca nie jestem normalny.To będzie długi i skomplikowany post. Nie jest to bait. Chetnie poczytam porady mirkow ale wiem żeby zrobić odwrotnie niż wykop radzi XDJa 36lvl, moja rozowa 36lvl, razem juz kilka lat i dogadujemy sie swietnie. Ustawieni zyciowo, hajsu duzo, praca zdalna z dowolnego miejsca na swiecie, bombelkow brak i ich nie chcemy.W chwili obecnej juz nie mamy znajomych. Ci z liceum i ze studiów juź się wysypali. Rozumiem, szuka się zawsze kontaktu z ludźmi o podobnych zainteresowaniach, sporo poszło w bombelki więc siedzą w domu i chcą gadać o bombelkach. Inni zawalili się w pracy taskami i próbują zbawić szefa w korpo. A my? Dalej mentalnie mamy 22 lata, latamy po świecie, chodzimy w weekend do tanich barów, gramy w bilard, nie mamy instagramów, czasem się najebiemy na balkonie, czasem w parku na ławce, czasem pół Polski przejedziemy nad morze żeby sobie stanąć na plaży, czasem pół świata żeby zjeść sushi na Shinjuku, brak zobowiązań. Trochę piotrusie pany, niepasujący do swojego wieku według norm społecznych.Własny rys psychologiczny. Moja różowa raczej jest bardziej introwertyczna, woli być zapraszana i słuchać i obserwować, nie inicjuje, w stosunku do obcych jest powściągliwa, sfocusowana na celu.Ja siebie uważam za introwertyka nie lubiącego ludzi ale to pewnie nie jest do końca prawda. Ponoć jestem duszą towarzystwa, zabawny, pomocny, elokwentny, oczytslany, no kurwa same superlatywy. Ale nie lubię obcych, szanuję swoją prywatność, trzymam problemy dla siebie, nie marudzę.Zawsze byłem dynamiczny jeśli chodzi o znajomych, zawsze coś organizowałem, zapraszałem na domówki, organizowałem wyjazdy, grille majówkowe, wyjścia, cokolwiek. Dzwoniłem, pisałem, trzymałem kontakt. No i jak w sumie przestałem na zasadzie "czy ktoś się odezwie?" to druga strona przestawała się odzywać. I tak jeden po drugim. Niektórzy przestali się odzywać z nieznanych powodów, tak o po prostu. No i jak już się wysypywali to nie poznawałem nowych i tak doszedłem do zera. ALE to też nie jest do końca tak, że okazji nie było. Był chłop sprzedawca w sklepie do którego regularnie chodzę, troszkę cringowy. Zawsze jakiś smalltalk, heheszki. Do momentu aż zapytał mnie o insta. Nie wiem, nie byłem na to gotowy, zbyłem go i przestałem tam chodzić XD To samo w barach, trzymam ludzi na dystans, których już kojarzę z widzenia. Bo jakoś tak wychodzę z założenia, że jak chcą coś więcej niż bardzo powierzchowna znajomość to narusza to moje jskieś poczucie "kontaktu z randomem".A praca? Dla mnie ludzie z pracy to praca, dodatkowo rozrzuceni po całej Polsce więc to znacznie utrudnia i uwala pomysł szukania znajomych w pracy.Różowa do mnie mówi, że to że zagadują do mnie ludzie wynika z tego że jestem dobry w smalltalk i mogę pierdolić nawet o największym farmazonie i sprawiam wrażenie słuchającego i zainteresowanego.No i tak to jest. Mam 36 lat, nie mam już żadnych znajomych. Nie mam też obowiązków i lubię chlać w weekendy. Jedyne co trafia w mój target to raczej biedne studenty XD

