Przez ostatnie 2-3lata wziąłem się za siebie, za fobie społeczną, nerwicę lękową itp, trochę tego było i w dużej mierze z tego wyszedłem, bez farmakologii, ale zostało mi coś czego nie potrafię się wyzbyć i co sprawia, że mnie blokuję. Lęk przed spotkaniem np patusów na ulicy, agresywnych, dziwnych ludzi. Gdy wychodzę z domu to już nie boję się tłumu, nie boje się iść do lekarza, okulisty, umówić wizyty, czy zapytać kogoś o drogę, a kiedyś byłby to spory problem. Jednak nadal mam z tyłu głowy i bardzo mnie to drenuję, że kogoś spotkam agresywnego, pijanego, grupke sebixów i innych tego typu zjebów którzy beda chcieli mnie upokorzyć, zrobić krzywdę (sprowadza się to do tego, że unikam wychodzenia z domu wieczorem w weekend bo jest większe prawdopodoibieństwo spotkania takich osobników) Niestety nawet mój mózg wizualizuje sobie to i jest to chyba następstwem tego, że w dzieciństwie tego typu osoby bardzo mi dokuczały za wygląd (w zasadzie to miałem tylko troche dłuższe włosy) i to wystarczyło. Ktoś ma pomysł jak się tego pozbyć? Psychiatra/Psycholog w sumie nie odnosili się do tego gdy im opowiadałem, jakby zlewali temat, ignorowali to. Co do leków, nie chce ich brać z uwagi na efekty uboczne i też nie uważam, że są w moim przypadku niezbędne. Może to się dla kogoś wydawać dziwne/śmieszne, ale gdybym pozbył się tego strachu to byłbym dużo szczęśliwszy. #depresja #nerwica #psychologia #anoniumowemirkowyznania #psychiatria

