dokładny-przewodnik-99 pisze:
Ostatnio stałam przed wyborem mieszkania czy domu.Finalnie stanęło na mieszkaniu za 1,1mln.Dom:Samo załatwianie zgód i przyłączy do kilku lat, niestabilne prawo, jak kupisz ziemię na styk może się okazać, że coś zacznie się inaczej liczyć i 15 cm przeważy na czymś.Koszty i czas nie możliwe do oszacowania, wahnięcie budżetu o 30% i czas wprowadzenia o 3 lata są na porządku dziennym. Aby dopilnować fachowców musisz więcej doczytać, bo zakres prac większy niż w mieszkaniu. Koleje często są remontowane i opóźnione (sama mieszkałam przy takich), często ostatni pociąg jest o 23:30, a pierwszy o 4:30 więc nastoletnie/studenckie życie odpada i dzieciom blokujesz socjalizację.Dużo rzeczy do doczytania od zakupu ziemi (czy rura z gazem, jakiś rów wód polskich albo inny las nie jest za blisko aby się budować), po przez tysiące problemów z tym jaką pompę, fotowoltaika czy styropian wybrać.Jak coś jest blisko to pozornie, zawsze finalnie musisz podjechać.Z pracy wracasz dłużej, do liceum dzieci jadą dłużej, na studiach w okienku 4h kiblują bo nie opłaca się wracać na chatę. Dużo rzeczy do martwienia się - pójdzie Ci rura, piec, dach, cokolwiek - Ty odpowiadasz, musisz mieć budżet na czarną godzine, Ty ogarniasz fachowca.Dojazdy - zawsze musisz mieć minimum 1 auto, za dzieci bulisz karty miejskie oprócz na miasto to jeszcze na tę strefę podmiejską. Ta karta miejska i podmiejska dla dorosłych, dzieci pomnożona przez 3-4 osoby robi już różnicę dla budżetu.Brak chodników, upierdolone buty codziennie do czyszczenia przez 10minut jeśli nie masz pięknej drogi na stację. Pod miastem czekasz na takie cuda latami. Często brak chodników wręcz niebezpieczny - klasyczny scenariusz gdzie nie ma pasów i świateł do czasu aż dziecko nie zostanie potrącone.W sumie kupujesz dom dla romantycznej wizji ogródka a finalnie 1h jedziesz do pracy/szkoły, 8h robota, 1h powrót jak wrócisz coś zjesz, ogarniesz i robi się ciemno/bardziej myślisz o walnięciu się spać niż siedzeniu w ogródku.Jak dom jest w dobrej lokalizacji podmiejskiej, to w którymś momencie między jednorodzinnymi wyrastają Ci szeregowce z balkonem na twój ogródek - to już w ogóle scenariusz, w którym wady wsi łączą się z wadami miasta.Mieszkanie w mieście:Musisz wykończyć i tyle. Jest zarządca ogarniający naprawy i nic cię nie obchodzi. Przysługują Ci benefity miasta jak np. karta miejska darmowa dla dzieci, tańszy basen itd. za odprowadzanie podatków. Mikrooszczędności na wielu płaszczyznach.Otwierasz drzwi i nastolatkowie sobie poradzą bo wszędzie jedzie autobus i metro.Dłużej śpisz bo masz wszędzie bliżej.Jak dziecko po nocy chce się tłuc do domu dasz mu na taksówkę - będzie w miarę tania (a pod miasto nie wiadomo czy w ogóle dojedzie bo to druga strefa lub poza strefą).Bez auta przeżyjesz, jak będziesz miał to wersja delux :)Przy takim przekalkulowaniu, doszłam do tego że taniej i szybciej będzie mieszkanie, tańsze będzie również kosztowo i psychicznie.Za jakiś czas dokupimy działkę pod miastem i zrobimy domek letniskowy na weekendy - bo tak naprawdę z ogrodu w domu jeśli już korzystasz to właśnie wtedy i raczej tylko jak jest ładna pogoda.Jak dla mnie ładowanie się w dom na kredyt to życie ponad stan, dosłownie wbicie się w rat race, gdzie kręcisz się na kołowrotku aby spłacić luksusy, na które cię nie stać i raczej w większości zapłacisz za to życiem rodzinnym (bo będziesz wykańczał w wolnym czasie/będziesz więcej pracować aby spłacić/przez dojazdy i ogarnianie tego będziesz mniej czasu miał na rodzinę/psychiką bo wiele rzeczy pójdzie nie tak lub nie pomyśli.Pozdrawiam, osoba która wychowała się w domu w dobrej lokalizacji 1km od granicy warszawy, mając pkp jadące do centrum miasta w ciągu 35min, pkp 7 minut piechotą od domu;Obok domu rodzinnego jest ziemia 1000m2 warta 500k, która czekała na mnie bo może będę chciała się budować - nie będę, teraz ziemia czeka aż może siostra będzie chciała. Niby chce, ale ma mieszkanie tuż przy metrze i będzie musiała naprawdę zejść z wygody i komfortu życia mając dzieciaka aby tam się przeprowadzić.