Witam, piszę tak późno bo nie byłem w stanie zasnąć ze swoimi myślami. Otóż, jak wiele pewnie osób na tym portalu miałem kilka perypetii związkowych i w sumie nigdy nie czułem, że chciałbym być z którąkolwiek moją partnerką do końca mojego życia. Moje pierwsze pytanie, dla osób które znalazły swoje drugie połowki w wieku 25-30 lat - czy mieliście to poczucie że to perfekcyjna osoba czy po prostu zaakceptowaliście fakt, bo lata upływają?Tak sobie jeszcze dodam, aby czytelnik mógł zrozumieć kontekst. Moja obecna dziewczyna jest z Azji i mimo, że nie jest materialistką i naprawdę jest wspierającą dziewczyną to jakoś nie jestem w stanie nawiązać z nią takiej głębszej relacji w stylu - patrzenia w gwiazdy i rozkminiania życia i celu. Może to głupie, ale jestem trochę idealistą i marzycielem i daje mi to czasami takie poczucie lęku o przyszłość.Mam teraz 31 lat, niedługo 32 i mimo, że dziewczyna jest w porządku (wspierająca, trochę zbyt mocno na mnie polegająca) to trochę się obawiam jakie życie będę miał jeżeli zadecyduję się na ślub. Mamy niedługo zamieszkać razem i pewnie będzie to test, ale obawiam się w jakiej pozycji będę jeżeli zerwiemy i będę miał około 33 lat. Tak chciałem to z siebie wyrzucić, że jakkolwiek to brzmi to chciałbym mieć dziewczynę z Polski (imigrant, UK z dobrą pracą), z którą mogę takie głupie życiowe rozkminy mieć. Zanim zacząłem się spotykać z obecną partnerką, byłem na 4 randkach z dziewczynami z Polski. Niestety ta która najbardziej mi się podobała - okazała się mnie olać i mieć bardzo trudną przeszłość. Dodam, że mam kilka zainteresowań które mogą mi pozwolić znaleźć dziewczynę - śpiewam i tańczyłem Tango (do którego chcę wrócić). Chcę zadecydować co robić do końca przyszłego roku. 33-latek to już stary dziad?#zwiazki #rozowypasek #niebieskipasek #randkujzwykopem #senszycia

