Oglądałem sobie serial "Parks & Recreations" i tam był taki motyw jak 6 miesięczny związek się rozpadł z inicjatywy kobiety bo "to nie było to" i jak potem obydwoje stwierdzili - byli dla siebie "zbyt mili" - bo nigdy się nie kłócili.Czy kłótnie są naprawdę elementem potrzebnym w związku?Na podstawie 2 moich ostatnich długich związków, stwierdziłem, że też nigdy się nie kłóciłem. Nawet rozstanie było pokojowe, fakt bolesne i smutne, ale nie była to kłótnia. Ten pierwszy związek (4 lata) rozpadł się bo dziewczyna stwierdziła że po prostu przestała mnie kochać, mimo że jestem idealnym partnerem czyli miłym/dbam o nią/słucham ją/jestem wrażliwy/w łóżku też dbam o jej potrzeby. Dziwne to było dla mnie i ciężko było się mi otrząsnąć ale jakoś się udało. Ogólnie super spędzaliśmy czas i można powiedzieć że nie było nudy.Potem kolejny związek - 6 lat. Dziewczyna odeszła bo jak stwierdziła że jednak chce mieć dzieci, a od początku układ był taki, że zarówno ona jak i ja nie nastawialiśmy się na dzieci (i wspólnie zdecydowaliśmy się na wazektomię). Ten związek rozpadł się 1.5 roku temu. Ona miała wtedy 30, ja 32 lata. Ogólnie nigdy się nie kłociliśmy, dobrze się dogadywaliśmy, super nam się czas spędzało. Ale jednak tej kłótni i złości między nami nigdy nie było. Ja nawet nie potrafię się kłócić ani wydrzeć na kobietę. Potem miałem taki mini-związek, pół roku, nawet nie traktuję tego jak związek (chociaż pojawiły się uczucia po obu stronach) ale dziewczyna stwierdziła że jest między nami zbyt idealnie i... ona nie jest jednak na to gotowa. Miałem po tym lekki mindfuck bo nie wiedziałem co się dzieje. Zastanawiam się czy przepisem na dobry związek nie jest... czasami kłócenie się i jakieś negatywne emocje. Czytałem ostatnio o tym w książce psychologia miłości dr. Wojciszke. Jest tam też coś takiego napisane jak pułapka dobroczynności, np. żeby nie być nigdy za dobrym i nie dawać za dużo gestów, bo każdy kolejny dobry gest niweluje intensywność tego gestu i wtedy nie robi to na człowieku wrażenia. A chyba moim problemem w związku jest to że się staram i czasem aż za bardzo. To nie tak że jestem pantoflem czy jakimś beta bankomatem, bo tutaj staram się mieć rozum i godność człowieka aby nie dawać się wykorzystywać, ale lubię miło zaskakiwać swoją kobietę jakimś kwiatkiem, ugotować jej coś dobrego, zrobić jej jakiś prezent od serca, zrobić jej masaż, strzelić porządną minętę czy palcówę żeby zaznała orgazmu (a nie że tylko ja rucham, mam orgazm tylko ja i nara), ogólnie jestem dość czuły dla kobiet pod tym względem. Oczywiście gdyby to nie działało w drugą stronę i by się czymś podobnym nie odwdzięczały to bym tego nie robił... bo bym wiedział że to nie jest relacja dla mnie. Ale ja to już serio sam nie wiem. Tracę nadzieję. Randkowanie po 30 to masakra. Siedzę na tym #tinder, ale czuję że to mnie wykańcza. Nie mam dużych wymagań, serio. Złą partią też nie jestem, ani z wyglądu ani charakteru. Mam poukładane w głowie. Przeczytałem dużo książek psychologicznych żeby być lepszym człowiekiem. Nawet na terapię chodziłem bo swego czasu myślałem że to ze mną coś jest nie tak. Mi nie zależy na ruchaniu, po prostu chciałbym mieć drugą połówkę z którą mógłbym pójść na kolację do znajomych, do teatru, kina, przytulić się, pogadać, wspólnie sobie żyć. Smutno mi tak jakoś.#wykop30plus #wykop30club #zwiazki #podrywajzwykopem #feels

