Opublikowane
Mireczki, weźcie coś poradźcie albo dobrym słowem poratujcie bo momentami nie wyrabiam. Mam 38 lat. 7 lat temu wynająłem swoje własne mieszkanie(które sam kupiłem) i wróciłem do rodzinnego domu, bo za duży, za stary i za dużo na głowie dla mojej nieco schorowanej mamy lvl 65. Z ożenkiem nie wyszło więc było łatwiej o taki wybór. Teraz czuję, że mi życie ucieka między palcami. Dom duży, 2 piętra ale żeby sobie pannę sprowadzić do domu to problem(jak miałem naście lat to jakoś nie był problem) Tyle mam dobrze, że koszty są podzielone i mam ugotowane (bardzo dietetyczne żarcie o ile chcę). Od jakiegoś czasu, zaczynam się już bać zwrócić na cokolwiek uwagę albo choćby odezwać. A rozmowy? Jestem jak odludek w domu bo ile można słuchać że sąsiadki wnuki.... albo facet od grzybów na yt.... Bo o niczym innym pogadać w domu się nie da. Chwała bogu, jest wrogiem pisu i nie pierdoli o polityce bo czytalibyście o tym w kronice kryminalej. Zaczynam się czuć trochę zaszczuty, "wykorzystywany emocjonalnie" czy coś takiego. Wiadomo, babę bym kopnął w dupę i przegonił ale nie mamę z własnego domu. Na każdy mój trafiony argument jest mina jakbym jej krzywdę jakąś robił.Z wiekiem jest coraz trudniej się dogadać. Coraz więcej mnie to nerwów i energii kosztuje. Właśnie podczas rozmowy zadzwoniła sąsiadka, mama celowo odebrała i mnie olała. Już kiedyś próbowałem czasem podnieść głos, ale najpierw robi minę jakbym miał się jej bać jak dziecko, a jak widzi że to nie działa, jak typowa baba uderza w nutę krzywdzonej kobiety. Dodam, że nigdy w domu nie było żadnej patologii. Najchętniej odzyskałbym swoje życie i się wyprowadził ale to kobieta która mnie sama wychowała. Już kij z tym ile zainwestowałem czasu przez te 7 lat. Stary dom. Zawsze trzeba coś robić. Kasa na różne sprzęty. Nie będę wymieniał. Żyjąc jak normalny człowiek, za ten czas kupiłbym nowe auto i pewnie znalazł ze 2 potencjalne żony. Nie mam też ani nerwów ani ochoty na podejście "że to inwestycja bo kiedyś i tak będzie moje". Gdyby to nie była mama, olałbym dom i żył na swoim. Mam problem, bo czuję się dłużny. Sama mnie wychowała i nigdy nie musiałem specjalnie tego odczuwać. Ale czy ja się teraz muszę odwzajemniać do końca jej życia? Albo za kilka lat z jeszcze większymi wyrzutami sumienia, zacząć jej życzyć źle? #kiciochpyta #rodzina #porady #niewiemjaktagowac

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (1)
mirko_anonim
Opublikowane
@budzy Dzięki Mireczku za propozycję ale czuję, że się trochę nie zgadamy. Gdybym ja miał problem z obojgiem rodziców, to nie było by problemu:) A jakie ja mam stawiać granice w sytuacjach, kiedy mnie czegoś nie mówi/mówi jedno, a przez telefon napierdala komuś drugie? To niby nic ale jak tak słyszysz na co dzień, to jak byś się czuł? Mnie okłamuje/koleżanki okłamuje? Co to w ogóle za piedzielenie 3 po 3, bo nie rozumiem. Po co w ogóle rozmawiać z kimś komu się zmyśla? Nosz qrka, szefa okłamiesz, podpitej dupie naściemniasz ale znajomym pierdolić coś innego jak synowi?W tym roku 2 razy w szpitalu była. I znowu mnie pierdoli o że koleżanka z łóżka obok, bidula, nie ma jej kto zakupów zrobić(jakby kogokolwiek to interesowało) ale przez telefon będzie sobie dyktować z koleżanką co doktor stefan z yt zaleca za dietę. Nie ważne czy mnie ciśnie czy kogoś. Ale na boga, krasnoludki mnie raczej nie wychowały! Ja mam proste zasady. Nikomu nie cisnę niestworzonych rzeczy. Jak nie mam ochoty gadać, to nie mówię nikomu rzeczy wyssanych z palca, bo dla przyjemności wolę robić inne rzeczy a na 0700 też nie pracuję.
Moderator Dipolarny
Autor anonima

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clnt8pdjr003y0mlumzmwy7kb

Dodane: 16 października 2023 - 20:39:39
Opublikowane

Autor był widzianyprawie 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy