Jest ciężko... Zostałem tatą. Jestem przeszczęśliwy, jest wspaniale i słodko. Ale proza życia to nie tylko słodkie foteczki na IG, masowanie rączek, nóżek, kąpiele z uśmiechem. Prawdę mówiąc dziecko to etat a nawet więcej. Może nawet własna DG bo jesteś "w pracy" 24/7 i czujesz mega odpowiedzialność. No ale do brzegu. Od początku ciąży wiedzieliśmy, że zostajemy z dzieckiem sami. Moja rodzicielka nie jest chętna do jakiejś większej pomocy, poza tym relacje żona - teściowa nie są jakieś wyjątkowo udane. Moja żona po prostu nie lubi mojej mamy. Ma ku temu obiektywne powody, ja nie mam zamiaru tego regulować na siłę, nie każdy musi się lubić. Teściowie z kolei od początku powiedzieli, że nie mamy co na nich liczyć, że oni już swoją trójkę odchowali a my musimy sobie radzić. Mamy po 30 lat a nie po 18, więc w sumie wzięliśmy to na klatę ale szlag mnie trafia jak widzę znajomych, do których matki przyjeżdżają a to na weekend a to na tydzień a to na dwa, albo gdzie koleżanki mojej żony jadą sobie na 2 tygodnie do rodziców, którzy w tym czasie mocno pomagają. I tu nie chodzi o to, by teściowa robiła za nas przy dziecku. Tu raczej chodzi, że przydałby się ktoś, kto pomógłby ogarnąć chatę. Kto zrobiłby ciepły obiad, kto przetarłby kurze, umył prysznic. Na to po prostu nie ma czasu. Matka z dzieckiem przy cycku, ja przy garach, potem przebieranie, jakaś zabawa, spędzenie czasu z tym maleństwem, potem kąpanie, próby ogarnięcia siebie i próby snu. To wszystko jest wymagające ale do ogarnięcia. Problem w tym, że na inne rzeczy po prostu nie ma czasu, nie ma ochoty i przydałby się ktoś na przyczepkę. Szczerze mówiąc rozumem funkcję wielopokoleniowych domów. Gdy w domu była córka, matka, babcia i prababcia to to wszystko miało sens. Najstarsza osoba służyła wiedzą ale też i często pracą (w końcu nie dziwota jak prababcią było się w wieku 60-70 lat) a później miała opiekę swojej córki i wnuczki. Z kolei babcia i matka ogarniały dom, zajmowały się zrobieniem jedzenia, zakupów, ogródkiem jeśłi była to wieś. No a chłopy? Chłopy dbali o to, by pieniądz był w domu, by dom się nie zawalił ,by sprawy techniczno-utrzymaniowe były ogarnięte, by to jakoś wyglądało. To miało sens. Ale dzisiaj niestety to nie działa. W sumie nie oczekuję jakiejś pomocy. Tak tylko sobie marudzę, że przydałby się ktoś na przyczepkę, by rwać tę codzienną rzepkę. Krzepy dodaje mi fakt, że każdy dzień przybliża mnie do "osiemnastki". Szczerze mówiąc czekam na ukończenie 3 lat, potem 5, potem 7, bo mam wrażenie, że wtedy jest już mniej pracy fizycznej a więcej umysłowej, co raczej mi jako facetowi pójdzie lepiej. Jak Wy radzicie sobie z byciem rodzicami małego dziecka? Jakieś patenty, gdy nie ma babci do pomocy? Bo powiem szczerze, że wymknęło mi się to spod kontroli i dziecko jest zaopiekowane ale cała reszta to jeden wielki sajgon. #rodzina #dziecko #noworodek #niemowlak

