Cześć. Temat: #praca #pracbaza #rozmowakwalifikacyjnaStrasznie się denerwuje i stresuje potencjalną rozmową o pracę, nawet w piątek nie odebrałam telefonu od rekrutera bo tak się zestresowałam, że będę musiała tam iść i że się wygłupie, albo mnie odrzucą. Brzmi to jakbym była jebnięta no i pewnie jestem, ale strasznie się boje. Nie przemawiają do mnie żadne logiczne argumenty, CV pisałam z miesiąc, rozpisałam sobie nawet pytania i odpowiedzi na ew. pytania i to w dwóch językach aby się uspokoić, ale nadal mam straszne opory. Zawsze byłam jedną z lepszych w pracy, szybko dostawałam awanse, doceniono mnie, a ja się czułam jakbym na to nie zasługiwała, że to wszystko jakimś "przypadkiem" się dzieje. Teraz jak muszę zmienić pracę na korporacyjną, tym bardziej mnie to paraliżuje, bo zwykle pracowałam w firmach ok. 100 osób i z polskim kapitałem, a tutaj czuje że Ci ludzie bedą ode mnie lepsi już na starcie. Jak na ironię pracuje z kluczowymi klientami korporacyjnymi i w pracy muszę być żywiołowa, pewna siebie, proaktywna, a wewnątrz mnie jest realnie takie gówno. Do tego dochodzi kwestia rozmowy kwalifikacyjnej, nie byłam na żadnej od lat, a co tu dopiero mówić o osiemdziesięciu etapach, nie wiem jak bardzo konkretne są pytania i czy faktycznie trzeba mieć C1 aby ogarnąć rozmowę po angielsku i czy w ogóle oni faktycznie to sprawdzają. Siedzę na urlopie i nie czuje nic innego niż stres. Miał ktoś z was podobnie? Jak się przełamać? Możecie też odpowiedzieć może jakie macie doświadczenia z rozmów o pracę.

