U mnie w mieście (zwłaszcza latem) prywatni właściciele restauracji upodobali sobie ściąganie do swoich przybytków pojedynczych osób w celu tak zwanych "dni próbnych". Wszystko by było fajnie, jakby to trwało jeden dzień, a potem pracownik już wiedział, czy dostaje zatrudnienie na umowę i dostał wynagrodzenie za ten dzień. Często jest tak, że takie dni próbne są aż trzy, a pracownik nie otrzymuje za nie pieniędzy. Czy w praktyce opłaca się walczyć drogą choćby sądową o tą kasę, nawet za jeden, niepełny dzień pracy?#praca #kolchoz #pytanie #pytaniedoeksperta

