U mnie każde święta to jest obowiązkowa awantura o "chuj-wie-co".Od zawsze tak było, taka tradycja, im dłuższe święta tym kłótnia musi być wieksza.Ja wiem, że jest różnie w życiu i czasem jest gorszy dzień, czasem faktycznie "rodzinka" wpadła na głupi lub wygodny dla nich pomysł i przeginali, ale dla własnego zdrowia, dla zdrowia własnej rodziny może by warty czasem machnąć ręką? Obrócic głupotę w żart?Awantura była zawsze, a to teściowie, a to rodzinka od strony męża, a to szwagierka, a to w domu tylko synowie, a koleżanki mają córki które już gotują na wigilię same większość dań itp. itd.Jest pierwszy dzień swiąt poranek, a matka łazi po domu i szuka tylko do czego by się przypierdolić.Jak byłem mały to mi było smutno, jak chodziłem do gimnazjum/liceum to zrozumiałem, żebym na głowie stanął i gryzł się w język to i tak awantura będzie. Dziś już nawet nie komentuję niczego.Zaczynam rozumieć tych styranych życiem mężów którzy po latach takiego cyrku wolne chwile spędzają w garażu/piwnicy majsterkując/wiecznie naprawiając coś przy aucie i jedyne czego chcą to "mieć spokój".Wy naprawdę macie takie wigilie jak w odcinku świątecznym u Mostowiaków w "M jak Miłość"?#swieta#wigilia#rodzina#p0lka

