Wszyscy zawsze powtarzali, żeby nie wybaczać zdrady, ale ja akurat musiałem się nie słuchać. Już nawet nie wiem czy myślałem sercem czy penisem, ale uwierzyłem że to nadal może się udać.Już nie przeszkadzał mi fakt samej zdrady po 4 latach związku, nawet to że zrobiła to z jakimś anonimem poznanym dzień wcześniej w necie, że robili to w samochodzie. Przeszkadza mi to, że byłem tak głupi że dałem się omotać ponownie i od razu ponownie zakochać.Zaczęliśmy szczerze rozmawiać na wszelkie tematy i zanim się obejrzałem, znowu byłem zauroczony. Pewnie ta "szczerość" sprawiła że uwierzyłem, że to może się udać. Odjebało mi na tyle, że nawet rozmowa na temat zdrady już mnie nie bolała, ale seksualne aspekty jej mnie zaczęły interesować, aż przerodziło się to w rozmowy i plany na temat rozwiązłości seksualnej, różnych trójkątów głównie w klimacie MFM i podobne. Lampka nie zapaliła mi się w głowie żadna.I mimo to nadal wierzyłem, że wszystko się ułoży, że nadal mnie kocha, że widzi jak ja ją kocham i to docenia.Taa, byłem frajerem. I jeszcze jestem, bo ciągle o niej myślę, nawet już po rozstaniu. Musiałem się rozstać, bo w końcu przyłapałem ja na planowaniu kolejnej zdrady i to już było jak ostateczny cios w serce. Jak wbicie noża w niezagojoną jeszcze ranę i przekręcenie.Wiem że nic szczególnego ta historia, co drugi tutaj taką ma, ale nie mam komu się wygadać.#zdrada #zwiazki

