Panowie - te cale związki to jest jakaś porażka.36lvl here, w miarę ogarnięty. Nad życiem panuje w miarę swobodnie - ogólnie daje radę. Z wyglądu nie ma tragedii takie 6-/10.A jeśli chodzi o kobiety.2-3 dziewczyny do 20l, potem poznałem przyszłą żonę, rok chodzenia, ślub, wyjazd za granicę, spoko życie, nieudane staranie się o dziecko przez dwa lata i rozwód po 8 latach małżeństwa.Chwila przerwy i związek z "przyjaciółką" z lat nastoletnich - mieliśmy swoich partnerów, ale kontakt się utrzymywał.Byliśmy razem przez rok, po czym słabo się zachowała po śmierci mojego taty - zaczęła pokazywać swoje miejsce kilka tygodni po pogrzebie.Później "narzeczona" - dziewczyna z tindera, ale no wydawało się, że to jest to - spokojna, poukładana, atrakcyjna dla mnie fizycznie - mieszkamy jakiś czas w Polsce po czym znowu wyjeżdżam za granice - tym razem z nią jako narzeczeni. Pracuje praktycznie od poczatku w tej samej firmie, zawodowo idzie nawet spoko.Trwa to 1,5 roku w Polsce I 1,5roku za granica - nie zaaklimatyzowala się - chciała wracać do Polski - ja potrzebowałem jeszcze kilku miesięcy, żeby dozbierać na "ponowny" start w Polsce.Ona chciała wracać juz - tutaj się rozstaliśmy- przeprowadziłem ja z powrotem do Polski, samemu zostając za granicą. Utrzymujemy czasem kontakt, ale nie zakładam powrotu - różniliśmy się w załączniku wielu rzeczach co dotarło do mnie po czasie. Mimo wszystko zawsze jej pomogę.Mija czas, przygody mniejsze/większe - poznaje ja w październiku. 26lvl 8/10 typ instagirl, Polka za granica tak jak i ja - dwa tygodnie intensywnego poznawania się po czym zghostowala mnie na tydzien i doszła do wniosku, ze nie ma między nami chemii. Aa i jeszcze nie zabrakło- "zostańmy przyjaciółmi" (nie wydarzyło sie to, wymiksowalem się w tym momencie). W moim odbiorze urwała ze mna kontakt zaraz po tym jak odmówiłem wycieczki/zachcianki na którą musiałbym wyłożyć siano - jestem za biedny, a wcale źle nie stoję uważam.Mijają miesiące, Kilka przygód z kobietami na których mi nie zaczyna zależeć:24lvl 8/10 wenezuelka - 2 tygodnie spotykania się - nie wytrzymałem tempa imprezowania ciągami po kilka dni mając normalna pracę - mimo wszystko bawiłem się świetnie.29l 7/10 Norweżka- prześliczna, była u rodziców na Boże Narodzenie -poznawaliśmy się jakieś dwa tygodnie obydwoje wiedząc, ze to przygoda z uwagi na odległość - pozytyw.I przychodzi ostatnia.35lvl (dla mnie 10/10, realnie 6-7/10) po przejściach- z tych wszystkich kobiet chyba najwieksza chemia między nami, okazuje się, ze ma nieprzepracowane traumy. Znikała i wracała co kilka dni po 3 tygodniach intensywnej znajomości i kontaktu. Myślę, ze nadszedł moment, w którym dla mnie to koniec, ale nie wiem, co bym zrobił gdyby stanęła w drzwiach w tej chwili. Mam nadzieję, że już nie wróci i nie będę miał , bo z mojej strony temat zamknąłem (powiedzialem, ze to koniec).Zastanawiałem się, czy nie byłoby zdrowiej przeżyć ten czas samemu, spotykając się bez zobowiązań i nie marnować uczuć, tak, żeby zostały podeptane.Z zazdrością patrzę na ludzi, którzy znaleźli swoje drugie połówki "za młodu" i dzisiaj mają rodziny. Mi przez perypetie życiowe nie udało się dorobić własnego mieszkania.Tylko z drugiej strony - po co mi mieszkanie jeśli nie mam komu tego zostawić. Wolę hajs przeznaczać na podróżowanie/ inne przyjemności, niż umrzeć z domem na własność o który bije się reszta rodziny.Kobiety z którymi mógłbym próbować jeszcze coś zbudować są już w takim wieku, ze samo to, że są singielkami to już znak, ze mają nasrane w głowie - kwestia czasu, aż wyjdzie gdzie jest problem. Za małolatami 20-25l nie nadążam - różnica pokoleń z którą trzeba się pogodzić. Starsze kobiety (36+) to już ostania szansa, żeby założyć rodzinę. Poza tym zaczynam mieć problem ze spełnieniem wymagań potencjalnych partnerek.Chyba trochę już się zmęczyłem ta gra w próbowanie zabawy w dom.Powoli godzę sie grania roli tego fajnego wujka który opowiada śmieszne historie.Dla tych którym to śmierdzi baitem - znajomi sami mówią, że gdyby mnie nie znali, to by nie wierzyli w moje przygody.#truestory #zwiazki #bluepill

