Czy będąc po 30-stce udało Wam się jeszcze zachować jakieś stare znajomości z czasów szkoły podstawowej, gimnazjum, albo ze szkoły średniej (liceum, technikum)? Mnie niestety nie. I najbardziej wkurza mnie fakt, że praktycznie każda taka znajomość kończyła się zawsze w ten sam sposób. A mianowicie schemat był następujący: znajomość trwa, dopóki chodzisz z daną osobą do tej samej szkoły, albo klasy. W momencie kiedy przestajecie chodzić do tej samej szkoły, bądź klasy - znajomość się urywa. Ewentualnie zaczyna powoli wygasać, ale końcowy efekt jest taki sam. W podstawówce miałem kilku znajomych, z którymi przez bite 6 lat spotykaliśmy się regularnie poza szkołą łażąc razem na sanki, grając w piłkę, w kosza, chodząc na basen, na rower, szlajając się po podwórku itp. Po tych 6 latach drogi się rozeszły, bo trzech znajomych poszło do zupełnie innych szkół, a czwarty do tej samej szkoły co ja, ale do innej klasy. No i to wystarczyło, żeby znajomość zaczęła wygasać, mimo że nadal wszyscy mieszkaliśmy jakieś 500 metrów do siebie -.- Oczywiście spotykaliśmy się ze sobą jeszcze przez jakiś rok lub dwa, ale były to bardzo nieregularne spotkania, aż w końcu po 3 latach byliśmy dla siebie praktycznie obcymi ludźmi. Ze znajomościami w gimnazjum było tak samo. Zakończyły się w momencie, kiedy każdy poszedł do innej szkoły średniej. A wiecie co jest najlepsze? Że czasami na ulicy zdarzy mi się spotkać takich "znajomych" z dzieciństwa i niektórzy potrafią udać, że nie poznają, albo nie widzą zwłaszcza kiedy idą z jakimś swoim aktualnym, nowym "znajomym". Ostatnio aż przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy na ulicy minąłem jednego takiego kolegę (może wręcz przyjaciela), który jak mnie zobaczył na przejściu dla pieszych to udał, że nie widzi, albo nie zna. A dodam tylko, że to typ, którego w zimie 2004 wyciągałem z wody ryzykując własne życie, bo zarwał się pod nim lód. Już nawet nie wspomnę o tym, że przez 6-7 lat dzieciństwa regularnie przychodziliśmy do siebie do domów, spędzaliśmy razem wakacje i praktycznie dzieliliśmy ze sobą wszystkie dziecięce porażki i sukcesy. Także w moim przypadku każda z takich znajomości (łącznie było ich 5) okazała się gówno warta. Jedyne co z nich pozostało to piękne wspomnienia z czasów dzieciństwa. Do dwóch kumpli nawet odezwałem się po latach i doszło do spotkania, ale to już nie było to samo. Każdy z nas mieszka już w innym miejscu, zajmuje się czym innym i ma inne zainteresowania. Gadka się nawet nie kleiła. Rozmawialiśmy ze sobą prawie jak kompletnie obce osoby. Później już więcej się ze sobą kontaktowaliśmy i w sumie dobrze, bo to i tak nie miałoby sensu. A jak jest/było u Was z takimi znajomościami? To samo co u mnie, czy mieliście więcej szczęścia? #anonimowemirkowyznania#rozkminy#szkola#studbaza#licbaza#techbaza#gimbaza#nostalgia#studia#studia

