W zimie stuknie mi trzydziestka i nie wiem czy to jakiś objaw kryzysu wieku średniego ale rozważam wydanie dużej ilości pieniędzy na zakup samochodu który od małego gówniarza był moim marzeniem. Używany 7-letni kosztuje ok. 200k. Mam jakieś 300k więc poduszka bezpieczeństwa by została. Pracuję też więc i z pensji zostaje cos każdego miesiąca. Kasę zbierałem na mieszkanie. Kilka lat temu wystarczyłoby to na całe, teraz na jakieś 50-60% wkładu własnego. Tylko tak sobie myślę że 45 metrowa klitka w bloku niczego wielkiego w moim życiu by nie zmieniła. Dalej będę samotnym przegrywem tyle że mieszkającym samemu w mieszkaniu (nadal w kredycie) w bloku zamiast u matki w domu gdzie mam 2 swoje pokoje. Mógłbym odkładać dalej po 2k miesięcznie ale czuję że życie mi spiernicza przez palce a chciałbym jeszcze coś z niego pokorzystać póki jestem relatywnie młody i mam jakieś chęci i energię. W związki i prawdziwą miłość po tylu latach już nie wierzę ale nie ukrywam że brakuje mi seksu, nawet takiego "pustego", czysto fizycznego. Myślę że takie sportowe auto (mimo że społeczeństwo coraz bogatsze i pełno drogich samochodów na ulicach) bądź co bądź było by jakimś czynnikiem na plus bo np. z tindera mam raz na kilka tygodni jakieś spotkanie ale będąc przeciętniakiem do bólu nie wzbudza się emocji w kobietach. Drugi tydzień już rozmyślam nad tym czy zaryzykować i pójść za swoimi marzeniami (autko też by dawało super frajdę samo w sobie podczas jazdy) czy jednak wybrać rozsądek i ulokować kasę w nieruchomość ze wsparciem w postaci kredytu. Wtedy już chyba nigdy nie kupię bo ceny odjadą jeszcze bardziej ale z drugiej strony do grobu też nie zabiorę a fajnie byłoby miec jakieś fajne wspomnienia z życia.#pytanie #niebieskiepaski #tinder #seks #zwiazki #logikaniebieskichpaskow #samochody

