mireczki, mam rozkminę w kontekście #zwiazki i #finanse. Czy są tutaj #rozowepaski, które zarabiają 2/3x a może i więcej od swojego #niebieskiepaski? Czy Wasz związek jest szczęśliwy? A może byłyście w takiej relacji, ale związek nie przetrwał? Pytam o to dlatego, że spotykam się od kilku miesięcy z dziewczyną, studentka medycyny — w zasadzie zaraz staż i specka. Ambitna, dużo czasu poświęca nauce. Dogadujemy się — lubimy dobre jedzenie, podróże, wyjście do klubu, podejście do seksu też jest niemalże takie samo. Ja pracuję w logistyce, zarabiam >10k netto. Poświęcam trochę czasu na rozwój, uczę się — jakieś tam perspektywy na przyszłość mam. Wiem jednak, że nigdy nie będę zarabiać tyle co ona jako ginekolog. Zarobki na poziomie 50k jako lekarz to przecież nic nadzwyczajnego.Nie czułbym się z tego powodu gorszy, jednakże boję się, że to może być rozdźwiękiem w przyszłości i posypie się prędzej czy później z uwagi na pieniądze. W Polsce panuje przecież przekonanie, że to facet ma być macho, utrzymywać rodzinę i sprawiać, że kobieta ma czuć się bezpiecznie.Wydaje mi się, że prawnicy, lekarze, dentyści często kiszą się we własnym sosie i nie ma w tym przypadku. Obawiam się odtrącenia w perspektywie czasu. Rozmawiałem na ten temat z moją przyjaciółką, która również studiuję medycynę i podziela moje obawy, dla niej byłoby istotne, aby facet znacząco nie odstawał. Ktoś powie spróbuj, zobaczysz, najwyżej znowu zainstalujesz Tindera. Niby tak, ale mam już prawie 30 lat i za mną jeden długi związek. Nie chciałbym stracić kilku kolejnych lat - gwarancji nikt mi nie da na nic, ale cóż - zapytam wykopową szklaną kulę.Co sądzicie? Jeśli macie znajomych lekarzy - jak wyglądają ich związki? Zdarza się tam jakiś spawacz / mechanik czy wszyscy pod fartuszkiem?

