Czy nie wychodzi na to, że paradoksalnie to wrażliwsi, dojrzalsi i bardziej uczuciowi mężczyźni powinni unikać przywiązywania się i monogamii, zamiast tego wchodząc w tryb "plate spinning" i nieformalnej relacyjnej anarchii?Mężczyźni coraz częściej raportują, że współcześnie nie ma sensu traktować na serio/zbytnio przywiązywać się do jednej kobiety i wchodzić w stałe związki:1. Kobiety tracą zainteresowanie mężczyznami, jeśli nie czują aktywnej konkurencji, a przede wszystkim potrafią się nieprzewidzianie i raptowanie odkochać. Można budować związek przez miesiące i lata, lokując w nim poczucie bezpieczeństwa i dostosowując do niego życiowe plany. Nagle coś się dzieje i kobieta zrywa, w pierwszych dniach to ona może bardziej przeżywać rozstanie, ale po tygodniu-dwóch jest "jak nowa" z nowym partnerem - prawo Briffaulta. 2. Podobnie ze zdradami - zdrada czy romans na boku partnerki będzie bardziej rujnujący dla zaangażowanego i delikatniejszego mężczyzny (i jednocześnie bardziej prawdopodobny w jego przypadku - szukanie przygody przez kobietę), więc o ile warto randkować z kobietami mniej skłonnymi do zdrad (lepszy charakter), to nie ma co długoterminowo liczyć na ich wierność i lojalność.3. W końcu - wrażliwi przeciętniacy mają dzisiaj niewielkie szanse na rynku randkowym. Można spędzić lata na skupianiu się na kilku obiecujących kobietach tylko po to, by na końcu się sparzyć. Jeżeli randkuje się z wieloma kobietami jednocześnie na zasadzie "don't ask, don't tell" (nie jakaś feministyczna poliamoria), jest znacznie większa szansa, że wyłuska się krótkie pozytywne doświadczenie w sprzyjających kontekstach.Czy dostrzegacie jakieś luki w tej argumentacji? #pytanie #redpill #blackpill #pua #zwiazki #seks

