Co byście zrobili na moim miejscu?Kontekst: ja lvl33, różowa lvl30. Mieszkamy na 2-pokojowym (spłaconym) moim mieszkaniu w mieście wojewódzkim. Ja jestem programista 25k, żona lekarz 15k przed egzaminem specjalizacyjnym. Oszczędności razem mamy na ten moment 680k. Staramy się o dziecko.Problem: nie wiem czy kupować nieruchomość. O ile nie chodzi może do końca o pieniądze, ale o fakt "sensowności" tej inwestycji. Wynika to z faktu, że: - w moim mieście nie dostanę tak samo dobrze płatnej pracy i musiałbym pracować zdalnie z czym jest coraz trudniej - poniekąd byłbym zmuszony do zmiany miejsca zamieszkania,- żona kończy specjalizację, która nie jest bardzo chodliwa i może nie dostać pracy w żadnym szpitalu w mieście jeśli chciałaby pracować w swojej specjalizacji - wymusza to na niej zmianę miejsca zamieszkania,- ceny nieruchów są mimo wszystko z dupy - nie oszukujmy się, nikt nie lubi przepłacać,Mimo, że mógłbym sprzedać swoje aktualne mieszkania to nie chcę tego robić, bo kupiłem je przed zawarciem małżeństwa. Wiadomo o co chodzi.Z jednej strony, obawiam się, że koniec końców ten rząd jadący na pasku deweloperów przepchnie jakąś formę dopłaty do kredytów i buduje się we mnie FOMO, że lepiej zrobić to już teraz, a martwić się pracą później. Z drugiej strony, jeśli byłaby pewność, że żadne dopłaty nie zostaną wprowadzone to odsunąłbym kupno domyślnego 4-pokojowego mieszkania do momentu, gdzie faktycznie będzie potrzebna nam taka przestrzeń z uwagi na potencjalnego gówniaka.Tak wiem, problemy ludzi pierwszego świata. Mimo wszystko, słucham Państwa.#nieruchomosci #oszczedzanie #finanse #problemypierwszegoswiata

