Opublikowane
Tesknie za alkoholem. Ponad rok w trzezwosci i nie ma tygodnia zebym nie miala takiego stanu. Piątki sa najgorsze. Jestem zmeczona, chce sie napić choćby sama. Wyjsc gdzieś pic z ludzmi, bawic sie. Nie mam nawet znajomych, wszystkie kontakty umarly od kad nie pije. Ale tak fantazuje sobie ze wychodze gdzies do pubu i spotykam jakis ludzi co sie bawia i pije z nimi i cos tam gadamy, oni gadaja, ja slucham, ale czuje sie czescia grupy. No i pije. Ale to tylko w myslach#alkoholizm #zalesie
713

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (3)
mirko_anonim
Opublikowane
@rtone: Dzięki za tak rozbudowaną wypowiedź.1. Tak, wszystko co się działo to kręciło się wokół alko. Ktoś nie pił to nie wychodził, a jak wyszedł to było to jednorazowa przyczyna (np był kierowcą dla kogoś), wtedy to przechodziło, ale śmieszki i tak były, często tacy ludzie się łamali, mieli np. do odebrania znajomych z wesela i szukali w nocy innych kierowców na zastępstwo, opłacali taksówki wymyślające przy tym, że np. skręcili kostkę czy mają biegunkę. Jak ktoś przestawał pić na dłużej to po prostu nie wychodzi np. bo urodziło się dziecko. Jak wychodzi raz na kwartał to pije bo to jedyna okazja. Bez picia wyjść nie chce bo po co?2) Wiesz, na siłę może bym i mógł wychodzić i się z nimi kręcić, ale jak wyżej, jest zaraz przygadywanie, nawet jak wiedzą, że wylądowałem w szpitalu. Ja teoretycznie mogę się napić, podreperowałem zdrowie, ale boje się, że znów mnie to spotka (ból, biegunka taka, że walisz pod siebie, brak apatytu, a co za tym idzie wyniszczenie, zwolnienia, szpital, masa leków i zastrzyki, kroplówki, strach, obciążenie finansowe), dlatego postanowiłem nie pić. Nie chce słyszeć "dawaj pij", albo "jak nie pijesz to kierujesz". Plus masa śmieszków typu "o pijesz zerówkę, jesteś bi czy tylko homo". Dlatego powiedziałem, nie piję chłopaki. I skończyły się telefony. Oczywiście ktoś tam zapyta co tam, ale nawet jak oferuje spotkanie, że postawię żarcie to nie sorry, zajęty jestem, a potem spotykam tą osobę jak idzie na miasto w grupie 10 osób, a ja samotnie spaceruje. W pracy była grobowa cisza, zaczepki, teksty kto nie pije to podpieprza, więc się zwolniłem. W nowej pracy ludzie dzielą się na domatorów i imprezowiczów. Tych drugich unikam. A domatorzy to albo starsze osoby co mają dzieci w moim wieku i nie ma szans gdzieś wyjść razem, w moim wieku mają dzieci i jak już żona/mąż pozwoli to dawaj pijemy (czasem raz do roku), a młodzi tacy których mógłbym być ojcem patrzą na mnie jak na dziwaka, oni mają tiktoka, a jak wychodzą to piją albo biorą.3. Nie znam tego podcastu, alko rzuciłem z dnia na dzień, nie potrzebowałem wsparcia w tym. Mitingami zainteresowałem się później tylko po to aby... poznać ludzi. I wiem kogo tam spotkałem. Byłem kilkanaście razy. Jak ktoś sensowny się pokazał to był to jego pierwszy i ostatni raz, a przynajmniej w tymi miejscu, zresztą widać po oczach strach, wstyd (ja pewnie to samo miałem). Poszedłem tam też bo psycholog polecił. Bo oczywiście chodziłem. Jedyne rady jakie dostałem to idź pobiegać i poszukaj osób do gry w planszówki. Dlatego nie robię nic.Co do tego co widziałem po alko. Jasne, sam wiele razy miałem urwany film, ale krzywych akcji nie robiłem, najwyżej zasnąłem gdzieś w barze ale ktoś mnie odwiózł albo zabrał do siebie, zgubiłem coś, orzygałem łóżko w domu. I to tyle. I było to najczęściej w latach studenckich. Nauczyłem się kontrolować, przychodził moment to był stop i tyle. Moje towarzystwo miało podobnie. Rzadko ktoś coś odwalił, raczej kulturka, wpadł mandat za picie, ktoś się przewalił, ale żadnych rozrób, policja też przyjechała na domówkę uciszyć, ale w 99% piliśmy w domach jednorodzinnych. Jedynie jakieś zdrady wśród znajomych po alko się zdarzały Co do kaca to jakiś mega mocnych nie pamiętam, nauczyłem się nie dopuszczać (jedzeni i picie w czasie picia alko, nie kładzenie się spać na śrubie, mieszanki witaminowo-minerałowe przed snem i spokojnie neutralizowałem kaca w 70-80%. Jedynie co to miałem wstręt do alko, ale nie taki "więcej już nie pije" tylko taki, że nie miałem ochoty pić w tygodniu. Ale w weekend od nowa. Obcy ludzie na mieście to tak, widziałem bijatyki, zaczepki, leżenie w rzygach i moczu. Nie mam kumpli na których przykro się patrzy. No może ktoś tam prawko stracił za alko i to tyle. Btć może ktoś poleciał mocniej ale to odbił od grupy i nie wiem co u takiej osoby się dzieje. Podobnie było jak patrzyłem na rodziców. Drogie alkohole, syto zastawiony stół, jak wakacje to zwiedzanie destylarni w Szkocji. Wszystko wokół alko. A, że rodzice mają dom to zapraszali do siebie. Mógłbym tu nawet parę fajnych nazwisk podać. Ale np rodziców nigdy nie widziałem orzyganych, naprutych do zgona i tak dalej.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Zacznij żyć jak normalny człowiek który jest w społeczeństwie na swoim miejscu, a pragnienie alkoholu ci zniknie, to ssanie jest wywołane twoim nie naturalnym trybem życia, jeżeli chcesz na prawdę rzucić alkohol i być szczęśliwa to jedyne wyjście, jeżeli porzucisz alkohol i nic nie zmienisz to będziesz po prostu sucha, nieszczęśliwa, będziesz dalej cierpieć podwójnie bo poznałaś próbkę smaku tego czego ci brakuje na prawdę, alkohol emuluje emocje i odczucia których potrzebujesz żeby być szczęśliwym spełnionym człowiekiem, daje ciepło które możesz uzyskać jedynie od drugiej osoby, alkohol oszukuje twoje ciało przez co ono zaczyna wytwarzać te wszystkie rzeczy, a potem nad ranem znika jak piękny sen.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
@rtone: Cześć, ja nie piję od półtora roku, mam prawię 4 dychy na karku, może nie leżałem w rowie, ale weekend w weekend od ponad 20 lat impreza - cały czas od piątku do niedzieli, każde święto, urlop to samo, jak byłem studenciakiem to prawie codziennie, nie było na jedzenie, ale na piwo było zawsze. Imprezy, puby, domówki, tysiące znajomości, zapraszanie na eventy, cała polska zwiedzona, masa kontaktów, setki telefonów każdego weekendu. Ale siadło zdrowie, wątroba i trzustka. Po 3 tygodniach abstynencji wszystkie znajomości się urwały. Samo rzucenie nie było problemem, aż się dziwiłem, po prostu nie piłem, żadnych delirek, rozterek. Nie mogłem pić bo groził mi piach. Nie pije te półtora roku i mogę powiedzieć, że nie żyje. Nie mam do kogo mordy otworzyć, gadam sam ze sobą, nikt bez alko wyjść nie chce, a jak wychodziłem i informowałem na miejscu, że nie piję to więcej taka osoba nie odebrała ode mnie telefonu. Pracę straciłem bo po mnie jeździli. Oczywiście praca załatwiona była przy barze. Pracuje teraz za 3x mniej bo mnie praktycznie zwolnili, tzn odszedłem sam bo byłem wyalienowany. Nawet ojciec sobie śmieszki robi, czy przypadkiem nie hehe polubiłem chłopców. A ojciec taki sam styl życia, na poziomie bo kasa się zgadza, doktorat, masa kontaktów i weekend w weekend z kolegami w gronie osób na poziomie popijawa. Przez te półtora roku nie znalazłem sobie nikogo do pogadania. Każdy oferuje piwko jak chcesz się spotkać. Innej opcji nie ma. Sport? Ok, po wspólnym bieganiu gdzie czuje się jak intruz mnie nie znają. Nawet kobiety nie potrafię znaleźć gdzie kiedyś weekend w weekend miałem coś nowego w łóżku. Nie chce chodzić na jakieś AA bo nie potrzebuje tego, nie chce żeby ktoś mnie zobaczył i jeszcze rozpowiedział, że poszedłem się leczyć. Oczywiście byłem na takim spotkaniu i to wygląda tak, że jest tam margines społeczny, ludzie z aparycją gohy od magicala, co chodzą na mitingi i co tydzień piją od nowa. Nie ma nikogo na poziomie. I tym sposobem leżę po 6h w łóżku po pracy, a potem idę spać na kolejne 8h do łóżka.
Moderator RamtamtamSi
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clnoqgvl800eq0meovkkuadvm

Dodane: 13 października 2023 - 16:58:05
Opublikowane

Autor był widzianyprawie 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy