Jak sobie pomyślę o przyszłych świętach to robi mi sie przykro. Znowu.. chodzi o to ze po śmierci mamy mieszkam z ojczymem (taka wola mamy a ja traktuje go jak ojca i wg, no mniejsza) a dom obok mieszka brat z rodziną. Jest mi przykro,poniewaz ile razy bym ich nie zaprosiła to teście brata sa ważniejsi (widac ze maja kontrole troche nad bratowa i jej zdaniem nawet w domu brata), od kilku lat wg bratowa wymiguje sie aby przyjść do mnie na wigilię pomimo ze mamy dobre relacje. W zeszłym roku zaprosiłam ich miesiac wcześniej juz nawet a temat zostal otwarty. Pare dni przed, brat mowil, że oni będę mieli u siebie wigilię i nigdzie nie jada bo oni sa chorzy i dzieciaki. Była to prawda ale o chorobie. W dzień wigilii przyszli do nas z opłatkiem na szybko bo wyjeżdżają do teściów (tam spotykają sie cała rodzina, razem ze siostra bratowej itp). Nie oczekuje rad itp z waszej strony, ale jako że jestem rodzinnym człowiekiem to boli mnie taki ostarcyzm i w ogóle, chce sie wyzalic. Tak zwyczajnie sie wyzalic i jedynie pozostawić to jak jest bo wiadomo nie od dziś, że rodzina żony ważniejsza (wynika to chyba z dbania bardziej o relacje przez żonę ogolnie).#feels #gorzkiezale mozna uznać ze nawet #gownowpis który przejdzie bez echa

