Muszę się wyżalić i będzie niecenzuralnie:Styuacja:Przy śniadaniu żona mówi, że chciałaby porozmawiać o antykoncepcji. Wysłuchałem, że chodzi jej o to, że ma ważny okres w pracy i do listopada na pewno nie może zajść w ciążę. Mamy już jedno dziecko. Powiedziałem, że rozumiem i że ja nie mam nic przeciwko antykoncepcji. Ze spokojem i dosyć krótko, bez pretensji. Choć powiedziałem, że czuję się, że ona to mówi w ten sposób, że to ja się powinienem starać o tę antykoncepcję. A przecież jak jeszcze ze sobą chodziliśmy to sama kupowała gumki i latała na drugi koniec pokoju, żeby wyjąć z…