Ehh przejebany dzień. Od trzech dni mam jakąś kontuzję w karku z siłowni. Rano zgubiłem kartę płatniczą. W południe rozstałem się z dziewczyną po prawie półrocznym związku, już chwilę nam się nie układało i to była powiedzmy że wspólna decyzja, ale i tak boli w chuj i tym sposobem straciłem partnerkę na wesele kuzyna które jest za trzy tygodnie. A teraz jeszcze bezsenność i wyrzynająca się ósemka. A jutro do pracy pozytyw jest taki że przez bezsenność odpierdoliłem już połowę tasków, a do rana pewnie opierdolę już wszystkie. Potrójne kombo bólu egzystencji działa na mnie tak jakbym wypił…