Opublikowane
Jako nastolatek byłem w szczęśliwym związku, myślałem że kochamy się tak bardzo, że nic nie jest w stanie nas nigdy rozdzielić. Po kilku latach zaczęło się jednak coś psuć, aż w końcu osoba której byłem pewien zdradziła mnie z najlepszym wówczas kumplem. Potem szukałem, próbowałem, bardzo chciałem kochać i jak na ironię: albo chciały być ze mną dziewczyny, do których nic nie czułem, bądź (częściej) to ja byłem odrzucany. Cały czas toczę walczę o siebie z samym sobą, podnoszę się z sytuacji, zaniedbań i problemów w których znalazłem się poprzez swoją głupotę i przewlekłą, nieleczoną depresję. Chciałbym jeszcze w miarę normalnie pożyć, nie mam dużej nadziei że ktoś mnie jeszcze zaakceptuję takiego jakim jestem, robię się coraz starszy i brzydszy. Mimo to, gdzieś w głębi tej szarości liczę że wyjdę na prostą ze swoich problemów i choroby, a przy okazji z odrobiną szczęścia może los postawi przy mnie jeszcze kogoś i tym razem będę w stanie nie zawalić sprawy. Chciałbym być gotowy na taką ewentualność, mimo że powoli staje się to dla mnie tak odległe od rzeczywistości jak powieści z gatunku fantasy.Walczę z depresją w pojedynkę, generalnie wydaje mi się że prowadzę na punkty w tym pojedynku, bo konsekwentnie, małymi krokami idę do przodu, ale czasem pojawiają się takie okresy jak teraz gdzie czuję się dużo gorzej i wydaje mi się, że ta walka jest już przegrana. Nikomu nie mówię o tym, na próbę próbowałem powiedzieć mamie że zacząłem leczenie depresji, ale nie dotarło to do niej za bardzo i zignorowała ten temat. Dziwiło mnie to o tyle, że sama miała depresję którą leczyła. Znam też postrzeganie tej choroby przez moich znajomych. Raczej dominuje myślenie, że osoby mające depresje to: smutasy, atencjusze i gbury; a jak ktoś chce się zabić to to po prostu zrobi, a nie będzie o tym opowiadać.Dlatego milczę, na spotkaniach jestem zabawny i dowcipny, nie "zamulam", ale to wszystko maska i oderwanie od rzeczywistości, bo nie chcę nikomu psuć towarzystwa swoimi problemami. Sam też chcę poczuć się inaczej przebywając w gronie znajomych. Zresztą skoro mama nie wierzy w moją depresję dlaczego mieliby uwierzyć koledzy?Mógłbym marzyć o wielkich podróżach, wielkiej namiętności, gorącym seksie i bezgranicznej miłości, ale już dawno zszedłem na ziemię. Na razie chciałbym tylko, żeby dziewczyna czasem się zapytała co u mnie, jak mi minął dzień, co planuję na obiad. Na pewno nie chciałbym jej obarczać swoimi problemami czy chorobą, zresztą wyżalanie się kobiecie nigdy nie było w moim przypadku niczym pomocnym. To one chcą się przy nas czuć bezpiecznie i komfortowo, a nie nas wyciągać z dołków. Ja to rozumiem, nie obrażam się na biologię ani na uwarunkowania społeczne i to akceptuję. Chciałbym żeby tylko ktoś przez chwilę pomógł mi iść i dał mi choćby ziarenko nadziei. Najbardziej smutne było dla mnie odkrycie, że nie mam do kogo już uciec nawet myślami. Całkowicie mam wrażenie, że świat na zewnątrz toczy swoje życie poza mną, a ja sam jestem uwikłany w swoim światku, który jest totalnie niedopasowany do tego ogólnego.Wcale nie pociesza mnie myśl, że nie tylko ja tak mam i dużo osób cierpi w podobny sposób. Zdecydowanie wolałbym, żeby nikt na świecie nie czuł się samotny i odosobniony w walce z depresją. Tak wielu Polaków co roku odbiera sobie życie w całkowitej rozpaczy i samotności, nie chciałbym żeby ktokolwiek umierał w taki sposób.Przepraszam, mam nadzieję że nikt tego nie przeczta, ja sam musiałem w jakiś sposób to z siebie wyrzucić.Trzymajcie się wszyscy zrezygnowani i ostamotnieni. #feels #depresja #zwiazki

Dyskusja

Nie ma jeszcze anonimowych odpowiedzi.

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clp5dvkzu03rn0m5b3it59o0r

Dodane: 19 listopada 2023 - 12:17:23
Opublikowane

Autor był widzianyprawie 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy