Opublikowane
CześćCzy to coś złego, że żyję sam? Bez znajomych, bez dziewczyny, bez kontaktu z rodziną. W moim życiu nigdy nigdy nie było nikogo bliskiego. Zawsze byłem skazany na obcowanie z samym sobą. Nawet rodzina (z wyjątkiem rodziców) nie chciała mnie znać. W związku z tym poświęciłem czas na swoje hobby. Dzięki temu mam prawie skończone studia i pracę w zawodzie, który lubię.Mimo to rodzice jakiś czas temu zaczęli mi „suszyć głowę”, że powinienem sobie kogoś znaleźć. Wszyscy w moim wieku już mają partnerki tylko nie ja. Kiedy zapytałem jak mam to zrobić skoro nie mam nawet kolegi to dostałem odpowiedź „Idź na jakąś dyskotekę. Pełno dziewczyn czeka aż jakiś miły i porządny facet taki jak ty do nich zagada”. Niestety ja tego nie widzę. Nigdy nie byłem na imprezie (nawet na zwykłej domówce), ale wątpię by dziewczyny były zachwycone tym, że będzie je nieudolnie podrywał jakiś nerd bez znajomych.Tyle lat jestem odludkiem, że przywykłem do tego. Nie chcę tego zmieniać, jest mi teraz dobrze w tym stanie.#samotnosc #zwiazki #rozowepaski #niebieskiepaski
––

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (2)
mirko_anonim
Opublikowane
Myślę że to nic złego, starymi się nie przejmuj - żyli w innych czasach, pewnie przed komputerem i internetem, kiedy życie wyglądało zupełnie inaczej.Też jestem sam, od zawsze, w każdym razie bez żadnego dłuższego związku, a już 30 prawie dobija. I mi też partnerki specjalnie nie brakuje, bo każda relacja kończyła się jakaś grubą inbą. Widocznie jestem niewarto zaangażowania i szczerości. Póki co mam plan fajnie spędzić życie, tak jak mi się podoba, a nie tak jak oczekują moi krewni albo tak jak spędzają czas ludzie z instagrama. Mam kilku znajomych tu i tam z którymi czasem się widuję, jednego przyjaciela i jest mi z tym dobrze. Nie mam żadnej pasji, ale parę zainteresowań, które zajmują mi czas. Jedyne co to trochę brakuje kogoś do wspólnego podróżowania (ofc niskobudżetowe - góry, rowery itp) przez co większość urlopu spędzam w Polsce lub w sąsiadujących krajach, bo zwyczajnie nie chce mi się organizować eskapady przez pół Europy czy świata, ale cóż - bywa.
Moderator wykopowy_brukselek
Anonimowy użytkownik
mirko_anonim
Opublikowane
Długo będzie ale przeczytaj opie.Boomersi nigdy nie zrozumieją, że nie ma czegoś takiego w dzisiejszych czasach jak pójście na dyskotekę. Rywalizujesz z masą lepszych typów, ekstrawertykami i w internecie i w realu i jeżeli nie masz chęci rywalizacji, która już się rodziła w szkole na WF, a ciebie pewnie wybierali ostatniego więc nie masz. Życie z babami to ciągly stres, w ogóle życie z normikami to ciągly stres i nie na nerwy niektórych. Większości relacji, grupek znajomych i przyjaciół to ciągłe gierki, szpanowanie sobie nawzajem czego to się nie robi. Millenialsi zaczęli się dorabiać i się ścigają w dorabianiu się, porównywanie swoich partnerek i partnerów, prac, zajęć i stylu życia. To nie dla takich ludzi jak my, ja też żyje sam a żyłem z normikami przez lata studiów i to nie dla mnie. Znalezienie znajomych i dupy to nie jest antidotum ale POCZATEK ciężkiej pracy jaką jest utrzymywanie kontaktów socjalnych, gierek, wyrzeczen, wychodzenia ze swoich bezpiecznych stref, rozwijanie się bo ktoś się wspiął wyżej i zaczął cię traktować z góry jak śmiecia. I co wtedy robisz? Płaczesz, stawiasz się? A jak tak przyjaciela traktować? To jest tylko dla mocnych ekstrawertykow.Siedze na wielu grupach dla ludzi samotnych i takich introwertyków obu płci jest MASA. Ludzie, którym czasami jest smutno ale nie mają swoich kręgów bo nie umieją ich podtrzymać. I to nie są socjopaci i wampiry energetyczne, normalne i wrażliwe osoby. Po prostu nie chcą normickich gierek, szukają kogoś do spędzenie czasu, bez obietnic.Miałem kumpla który się podawał za "przyjaciela" jak Patryczek z Pod Minogą xD Miałem wtedy różowa to próbował mi ja odbic, zajebisty przyjaciel nie? Jak wąż się zawsze wił w kącie gdzieś tylko czekając na moją słabość. Po co ktoś taki w życiu? A przez całe życie takie łachudry spotykalem. Nie mam dziś NIKOGO, nikt nie zasługiwał na miano kogoś kogo w życiu warto mieć. W ogóle normiki to grzyby i protisty, nie polecam. Jest miłość, jest przyjaźń, jak dwie osoby się spotkają i świata poza sobą nie widzą, wtedy jesteście tylko wy a świat gdzieś z boku, ale to się zdarza rzadko i nie każdy będzie miał takie szczęście, żeby się znaleźć w odpowiednim miejscu i czasie i się dobrać. Jestem coraz starszy i będę chyba tym dziwnym wujkiem, starym kawalerem. I nie płacze przez to. Samotność ma swoje wady ale jak się trzyma ramę i unika używek to się obrasta w piórka. A i jeszcze jak jesteś introwertykiem to jak znajdziesz laske MUSISZ zostać ekstrawertykiem i pytanie czy podołasz. Bo byłem w 3 związkach, na pierwszy rzut oka laski ciche i szare myszki lubiące sobie leżeć pod kocykiem wspólnie, fajne zainteresowania, muzyka, oczytane. Po paru miesiącach zaczynały się zgrzyty, że nie ma animacji jej czasu, że nie jeździmy na wycieczki, pod namioty, na festiwale. Nie ma tańczenia do białego rana, poznawania losowych ludzi, nie ma życia jak w filmach o bananach, nie ma spania na dachach budynków z butelką wina a w tle fajerwerki odpalone dla niej, bo ona musi być w bajce. Było chodzenie na miasto ale to ZA MALO. Po roku już były teksty, że żyjemy jak stare dziadki i płacz. Próbowałem to naprawić, rok kolejny związku się meczylem z normikami i ich gierkami, typu na każdym kroku jakichś patałach chce ci poderwać różowa xD Tobie ciągle poziom stresu dobija do max a panna zadowolona, że ma atencję i jeszcze teksty "widzisz dobrze że mnie masz bo każdy by chciał, ciągle mnie podrywaja". Oczywiście zawsze flircik i kokietowanie, żeby chłop był w nerwach. Kontrolowanie jej poziomu alkoholu bo kolejny łyk drinka i jest coraz bardziej "otwarta" do obcych i już te rączki wędrujące jakiegoś gogusia facecika mającego niezła frajdę i ona pijana lekko nieświadoma. A ty wściekły, strzępek nerwów i wiesz, że to nie ma końca bo to normicki styl życia, który MUSISZ dla niej prowadzić. A ona nawet nie powie chociaż jeden raz jakiemuś śmieciowi, żeby spierdalal bo ma tu partnera, którego kocha. To nie jest żadna miłość i partnerstwo, to jest zwierzęcy taniec godowy trwający całe życie, gdzie ona rozdaje karty i ma kontrolę nad całym waszym światem który stworzyliście. I ten świat może sobie na pstryknięcie palcami zniszczyć, bo hormony zabuzowaly. Albo nie było wycieczki. Jedna różowa była bardzo dobrą dziewczyną z dobrym sercem, związek bez gierek ale miała zero asertywności no kołek. Jakiś zjeb się do niej przystawiał gdzieś i wkładał łeb gdzie nie powinien wiedząc, że ja jestem w pobliżu a ona się bała mu powiedzieć nie. Wywalilem mu bułe, że fiknął salto tylko w powietrzu i jak kukla padł w tej swojej pedalskiej koszuli. Afera, płacz, wariat, psychopata, bandyta, koniec normicznej imprezki i armageddon normickiego świata. Chcesz tak? Pojechałem na praktyki 3 miesięczne do innego kraju, rozłąka, telefony i wielka tęsknota jak w filmach z Zorro i dupiastymi senioritas. Drugi miesiąc poszła na imprezkę KULTURALNA z kolezaneczka, jeden drink za dużo i zaliczony pocałunek z jakims przyglupem i macanki z jakąś lesbijka. Dziękuję dobranoc, ostatni normik gasi światło. Po dwóch latach każdy związek out a ja psychiczny wrak. I tak 3 razy bo myślałem, że będzie inaczej. Nigdy wiecej. Młoda kobieta musi być cały czas w ruchu, a leżenie pod kocykiem to tylko ładowanie baterii a nie styl życia. Żadna nie chce zamulacza a my jesteśmy więc lepiej dać sobie spokój. A teraz wstaje z wyrka, biorę aparacik i jadę na wycieczkę robić zdjęcia. Sam bo tak lubię. Pozdrawiam.
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clkcyb2x502iu37edxtq2fl1m

Dodane: 21 lipca 2023 - 21:05:10
Opublikowane

Autor był widzianyokoło 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy