TL:DR moja dziewczyna namawia mnie na ślub, a ja nie widzę w tym żadnego sensuMirki mam taki "problem"? Otóż jestem w związku z moją kobietą od prawie 4 lat, od 3 lat mieszkamy razem (wiek: ja 28l. ona 30l.) dogadujemy się w miarę i pod kątem życia codziennego jest okej. Od 3 miesięcy mieszkamy razem w jej mieszkaniu, wcześniej mieszkaliśmy w jednym z największych miast Polski (z którego notabene ona pochodzi), ale jako że koszta życia bardzo wysokie a ja nie lubię mieszkać w dużych miastach i średnio się tam psychicznie czułem, a dodatkowo zdobyłem pracę zdalną to stwierdziła, że ona jest się w stanie przeprowadzić do małego miasta z którego ja pochodzę. Kupiła tu mieszkanie bo miała odłożone pieniądze i tak sobie mieszkamy od kilku miesięcy. Od ok. roku namawia mnie na ślub, argumentując to tym że ona ma 30 lat i nie chce mnie tytułować przy ludziach jako "mój chłopak/mój partner" i poza tym to będziemy mogli się razem rozliczać i mieć możliwość dostępu do informacji medycznych w razie nagłych zdarzeń. Na co odpowiedziałem, że nazywać mnie może jak chce przy ludziach i nie trzeba mieć do tego papierka a w dodatku mam w dupie to co inni sobie myślą, jeśli chodzi o rozliczane to jest to tylko benefit dla mnie gdyż tylko ja przekraczam drugi próg podatkowy, a do informacji medycznych mogę ją w każdym momencie upoważnić, na co ona powiedziała, że będziemy mogli mieć wspólne konto i razem oszczędzać i wydatkować pieniądze XDD i tu się zapaliła mi czerwona lampka bo przecież ona zarabia 3x mniej a jednocześnie ma już swoje mieszkanie, przez co wchodząc w formalny związek wszystko co ja zdobędę będzie wspólne a ona już zawsze będzie miała SWOJE WŁASNE mieszkanie. Powiedziałem jej ,że mamy już wspólny budżet na jedzenie, środki czystości etc. (a dodatkowo dzielimy się opłatami za mieszkanie) a jeśli trzeba kupić coś do domu z czego oboje będziemy korzystać to nie ma problemu i zawsze się dorzucę, na co ona stwierdziłą ,że "nie zamierza się mnie prosić" i "prawie wszystko co kupiłam do domu to za swoje pieniądze", skwitowałem to tylko tym ,że po pierwsze to jej mieszkanie a po drugie to jest jej problem jeśli nie chce mnie poprosić żebym się dorzucił do czegoś co nam obojgu jest potrzebne. W dodatku umknął jej już fakt, że ja poświęciłem niemal 4 tygodnie na przygotowanie tego mieszkania; jeździłem po materiały budowlane, farby, woziłem meble, składałem i wieszałem meble w kuchni, ogarniałem elektrykę typu wymiana gniazdek i przełączników, wymiana żyrandoli. przez bite 2 tygodnie codziennie po 8h pracy jeździłem na to mieszkanie i robiłem w/w pracę od 17 do 22, wydałem mnóstwo kasy na paliwo i zużyłem kilka dni urlopu.Od 1,5r. wspomina też co kilka tygodni o dziecku ale waha się bo nie jest do końca przekonana; ja powiedziałem że możemy to rozważyć ale na nie na tym etapie bo dopiero się tu przeprowadziliśmy i chciałbym jeszcze chwilę "pooddychać". Generalnie jest też problem w tym, że kiedy zaczęliśmy się spotykać to ważyła ok. 70kg i była na prawdę super laską pod kątem figury, dbała o czystość w mieszkaniu, gotowała obiady itd. a w ciągu tych 3 lat przytyła 20kg - dalej mi się podoba ale to nie to samo co na początku, widzę że żyje strasznie niezdrowo - często je słodycze, je dużo syfiastego jedzenia, mało się rusza i dużo śpi, dodatkowo wraz ze wzrostem wagi stała się strasznie leniwa, muszę jej kilkukrotnie przypominać o tym ,żeby chociażby zmyła naczynia. Obiady gotuje ale już nie z taką częstotliwością i zaangażowaniem jak jeszcze 2-3 lata temu, często próbuje stawiać na gotowe produkty ze sklepu które trzeba tylko odgrzać, co spotyka się z moją dezaprobatą bo poza wyjściem do pracy i ogarnięciem obowiązków domowych to nie ma nic innego do roboty - ja pracuję, po pracy często śmigam na siłownię, zajmuje się drugą dorywczą działalnością czy ogarniam swoje obowiązki domowe. Natomiast jej ulubione zajęcie na tygodniu to leżenie na kanapie z telefonem bądź przy telewizorze albo wyjście z psem na spacer, z tym że kiedyś te spacery trwały po 30-60min a dziś potrafi wrócić po 15min. twierdząc że "za gorąco", "pies juz więcej nie chciał chodzić" "nie ma tu gdzie spacerować" etc.Zwrócilem jej uwagę żeby zaczęła liczyć kalorie i trochę mniej spożywać syfiastego jedzenia, stwierdziła że mam rację i ona też przejdzie na dietę (też, bo ja odkąd zaczęliśmy się spotykać przytyłem 9kg ale zaczęło mi to przeszkadzać i aktualnie jestem na redukcji i dziś ważę już 11kg mniej niż jeszcze pół roku temu), niestety jej liczenie kalorii potrwało 3 dni i znowu wróciła do niezdrowych nawyków, jak zapytałem dlaczego to powiedziała ,że "wku*wia ją liczenie i ważenie tego wszystkiego" więc jej powiedziałem że to nie jest problem i zajmuje to raptem 5minut a często nawet mniej, niestety nie pomogło.. W związku z jej podejściem do tych tematów stwierdzam że ślub w takim stanie rzeczy nie ma najmniejszego sensu, już nie mówiąc o staraniu się o dziecko.. Ostatnio często zdarzają się też kłótnie, bo ja jestem raczej domatorem i wyjście na spacer 1-2x w tygodniu czy raz w miesiącu pojechanie do restauracji czy wyjście na rower mi wystarcza, ona natomiast w każdy jeden weekend usilnie próbuje mnie wyciągać z domu, żebym ją zabrał nad wodę (nie lubię miejsc gdzie jest mnóstwo ludzi i leżenia na piachu w sumie też), żebyśmy jeździli kilka razy w roku na wakacje / city-breaki, zeby co weekend wychodzić na spacery, jeździć po okolicznych "atrakcjach" itd. BTW: Z seksem też jest tak sobie, ona ma ochotę z 4-5x w miesiacu (w owulacje i przed okresem) a tak to tematu prawie nie ma, kiedyś jeszcze sie prosiłem o to, ale teraz stwierdziłem że nie będę się poniżał, więc uprawiamy seks 5x w miesiącu max.. Co myślicie o tej sytuacji? Mieliscie podobnie? Ktoś żałuję decyzji odnośnie ślubu/dziecka? Chociaż w mojej sytuacji branie ślubu to chyba wykopanie sobie grobu, o dziecku nie wspominając.. W sumie nie wiem do końca po co napisałem ten post, ale chyba musialem to z siebie zrzucić. #zwiazki #logikarozowychpaskow #slub #seks #rozowepaski

