Ostatnio przewinęło się trochę postów odnośnie ucieczki w razie wojny. Podzielę się więc z Wami moimi przemyśleniami. Moja sytuacja finansowa spokojnie pozwoliłaby mi na wyjazd do krajów za oceanem. Więc o ile na mój wyjazd fundusze spokojnie by wystarczyły, to nie wystarczy na to żeby zabrać ze sobą wszystkich moich najbliższych. Niemożliwym dla mnie jest zabrać ze sobą najbliższych 15 osób(w tym niepełnosprawną, i nie licząc do tego dobrych znajomych), a organizacja i przedostanie takiej ilości osób nie jest takie trywialne podczas napiętej sytuacji. Z tego powodu nie rozważam żadnej ucieczki w razie czego. Nie mógłbym sobie spojrzeć w oczy uciekając stąd i zostawiając ich samych w obliczu zagrożenia. Taki wyjazd byłby w zasadzie wyjazdem w jedną stronę, ze spaleniem mostów za sobą. Jak niby miałbym po wszystkim wrócić i spojrzeć już nie sobie, ale im w oczy? Nie wyobrażam sobie wrócić i ponownie zamieszkać na ziemii za którą oni walczyli podczas gdy ja popijałem drinki.Faktem jest, że nie mam tutaj swojego mieszkania, nie mam też dziewczyny, dzieci czy innych tego typu, ale za to mam ich - kochanych najbliższych i to dla nich zostanę, bo to oni są dla mnie ważni, bez nich mojego życia by i tak nie było. Dlatego jeśli będzie trzeba to tak, przyjmę karabin i będę walczył. Może polegnę, ale przypominam tylko, że każdego z nas to czeka, prędzej czy później. Jasnym jest, że jestem młody i jeszcze chciałbym sporo przeżyć, ale po śmierci jakie to będzie miało dla mnie znaczenie. Ucieczkę mogą rozważać faktycznie osoby, które nie mają tutaj żadnych więzi, albo są w stanie bez skrupułów pozostawić tutaj wszystko co kochają na pastwę losu. Ja tego nie potrafię.
Bagnet na broń Kiedy przyjdą podpalić dom, ten, w którym mieszkasz...#wojna #przemysleniazdupy

