kończę w tym semestrze inżyniera, i tak się zastanawiam, co to mi dało?W przeciwieństwie od większości wykopków, nie studiuje informatyki, oraz nie studiuje na topowej uczelni w Polsce, jest ona raczej przeciętna. Mam wrażenie, że wszystko to co zdałem/nauczyłem się to albo zapomniałem, albo zdałem na farcie - nie pamiętam już pojebanych całek które były do wykucia na termodynamikę czy inne teoretyczne przedmioty. Przez 4 lata użerałem się z doktorkami, którzy jedno mówili, a drugie wymagali, byli frustratami, nie poświęcili czasu studentom ponieważ oni "przygotowują się do wykładu" - czytając slajdy przepisane żywcem z książki. Zdałem wszstkie ćwiczenia, nawet te nie do zdania i w sumie co, co mi to dało, ponieważ ani to nie rozwinęło mnie, ani jakoś nie wykształciło, ot umiałem dobrać wzór do przypadku. Zdałem wykłady, i jako egzaminy i jako zaliczenia i zapomniałem definicji i twierdzeń, podobnie z projektami, to co robiło się semestr komputer liczy w pół godziny. Jednocześnie podjąłem pracę, i dziwna sprawa bo całkiem dobrze w niej sobie radzę i nie wiem z czego to wynika. Mam porównanie, bo przyjęto do pracy chłopaczka który absolutnie nie ma wykształcenia kierunkowego, gość jest zielony i nieogarnięty. Można rzec, że studia tu się okazały pomocne, ale nie wiem czy tak rzeczywiście jest skoro w robocie pracują mirki co robią już 20 lat a mają zawodowkę i też ogarniają sprawy. Boję się, że za jakieś x lat ktoś zapyta mnie o jakaś teoretyczną pierdołę i nie będę wiedzał/pamiętał, a wtedy czym się będe różnić jako inżynier od zwykłego pracownika. Czy możecie opisać jak wyglądały wasze pierwsze prace po studiach? Może mam jakiś syndrom oszusta, a może rzeczywiście kończę przeciętną uczelnie i oprócz tego że umiem się uczyć po studiach to wyjdą jakieś moje braki.#studia #studbaza #pracbaza #praca

