Czy jest ktoś tutaj, kto przeprowadził się z dużego miasta do mniejszego i żałuje?Dwa lata temu mieszkałem z moją dziewczyną w Krakowie i chciałem kupić mieszkanie dla siebie. Mimo pracy w IT stwierdziłem, że te mieszkania są dla mnie za drogie i zamiast brać 40m2 po 12-13k za metr kwadratowy i jeszcze potem wydać sporo kasy na wykończenie to wolę wyprowadzić się do mniejszego miasta i wziąć znacznie większe, a cenowo wyjdzie podobnie. A jako że pracowałem zdalnie i do biura wpadałem raz na dwa miesiące to nie miało to dla mnie większego znaczenia gdzie mieszkam, ale mimo wszystko wolałem mieć jakieś opcje w razie gdyby znowu mieli wrócić do biur.Wybór padł na 70m2 mieszkanie w Katowicach. Co prawda rynek wtórny ale mieszkanie dość nowe, 15-letnie i super cena bo tylko 400 tysięcy, wziąłem trochę większy kredyt i od razu zamówiłem ekipę do remontu kuchnio-jadalni i łazienki, a resztę pokoi stwierdziłem że wyremontuję sobie sam. Na początku było super, trochę odetchnęliśmy, ceny życia trochę niższe, rata niższa niż wynajem. Jednak po czasie zaczęło się psuć. Wyjechaliśmy do obcego miasta i zostawiliśmy większość znajomych i rodzin, nie znaliśmy tutaj nikogo i nawet nie poznaliśmy, ludzie są tutaj strasznie zamknięci na nowe znajomości. Relacje ze starymi znajomymi umarły, bo po paru wizytach szybko przestało im się chcieć jeździć do nas i stwierdziliśmy wtedy z dziewczyną, że my też nie będziemy jeździć jak frajerzy ciągle do nich, bo relacje działają w dwie strony. Oni przestali jeździć do nas mimo że my jeździliśmy kilka razy częściej do nich więc przestaliśmy. Z czasem pisanie na komunikatorach też wymarło. Rok temu czyli po roku mieszkania w Kato dziewczyna ze mną zerwała, bo dostała tutaj gorszą ofertę pracy, w dodatku tęskniła za rodziną i znajomymi i stwierdziła że jak dalej tutaj będzie żyć, to dostanie depresji. Mieszkanie było tylko moje i opłacam je sam więc rozstaliśmy się bez problemów.I tak od roku żyje sam w trybie praca (zdalna) - dom (przejście z pokoju do pokoju) - siłownia, dwa lata minęły, lekko nadpłaciłem kredyt i już mam 1/3 mieszkania spłaconą, jeszcze 3-4 lata i spłacę całość. Ale mi też tutaj niezbyt się jednak podoba. Skusiłem się niskimi cenami mieszkań po 5 letnim wynajmie i oddaniu ponad 100 kafli na kredyt innej osoby, a w samych Katowicach byłem parę razy. Sam najchętniej wróciłbym do Krakowa ze względu na to, że ciężko mi się zaklimatyzować i poznać tutaj nowe osoby, a łatwiej byłoby mi odnowić znajomości w rodzinnym mieście oraz częściej widywać rodzinę, to by poprawiło mi zdrowie psychiczne. Ale jednak ceny mieszkań teraz oszalały i nawet mając te mityczne 15k to ceny w Krakowie dobijają już do 15000zł za metr kwadratowy w ciekawszych lokalizacjach (Co prawda pracuje zdalnie, ale obecnie coraz więcej hybryd wiec mam na uwadze powrót do biur a to oznacza korki, komunikacja miejska też jest tragiczna). Gdybym spłacił obecne mieszkanie i je sprzedał to miałbym spory wkład własny ponad 400k ale to i tak mało, bo mieszkania w Krakowie kosztują dwa razy tyle, więc musiałbym zaciągnąć nowy kredyt.#krakow #katowice #wynajem #mieszkanie #kiciochpyta #jakzyc #programista15k #zwiazki

