Nie wiem, czy to ja jestem jakiś zjebany, czy wiele osób tak ma, ale zawsze za każdym pierdolonym razem jak zaczynam chodzić na siłownię to przestaje po 4-5 miesiącach. Miałem już tak 2 razy. Nie wiem w ogóle jak to opisać - zauważam efekty ćwiczeń, czuję się lepszy i pewniejszy siebie, przestaje być po prostu aspołeczną spierdoliną. Ale wystarczy jeden dzień, w którym ten dyskomfort psychiczny wynikający z konieczności pójścia na siłownię zwycięża, później przychodzi drugi taki dzień, tydzień, miesiąc.. I finalnie rezygnuje. Na początku odczuwam jakiś rodzaj satysfakcji po rezygnacji, że "jestem już wolny", "nie muszę nic robić", "jest mi dobrze z tym jak jest", ale ta "ulga" mija po 2-3 tygodniach i na nowo czuje się jak gówno. Nie wiem, czy ja jestem skazany na zjebanie. Może wpływ na to miało nie pilnowanie diety (jadłem za mało, chodziłem na głodniaka na siłownie, spałem po 3-4h), brak wystarczającej suplementacji do wzrostu masy mięśniowej (tak jak wyżej, chujowa dieta, podejrzewam, że mógłbym osiągnąć 2x lepsze efekty jakbym tego pilnował). Czy może ktoś zmaga się z czymś podobnym, wie jak przezwyciężyć ten dyskomfort psychiczny wynikający z przymusu pójścia na siłkę/jakikolwiek inny trening?#silownia #mirkokoksy #redpill

