A teraz ja, anonimeo s długim stażem na wypoku, opowiem co się odjaniepawlalo w pandemii w 2021 r.W 2021 r. w kwietniu, spodziewaliśmy się z różową przyjścia na świat naszego smyka. Maluch nie chciał się ułożyć w pozycji startowej, dlatego potrzebny był termin na CS (nie tego pora na csa). W marcu, przed świętami Wielkiej Nocy poczuliśmy się gorzej - kaszel, katar, bóle w klatce piersiowej, mieć wielkiego. Tyle że ja mogłem brać jakieś leki, różowa poza płukaniem nosa nic (ciąża wiadomo). Oczywiście nikt nie chciał nam testu zrobić bo były cenne i niedostępne. Cztery dni przed terminem, zgodnie z procedurami różowa zrobiła test na covid, żeby szpital "wiedział". Następnego dnia miała wynik - pozytywny. My od 3 tygodni w dobrej formie, lekkie zdziwienie ale domyślilismy się że to po marcowym chorowanie. Telefon do naszego szpitala i słyszymy - ma pani covid a my nie mamy pani płaszcza i co nam pan zrobisz. Szukanie szpitala w stolicy z oddziałem położniczym dla kobiety z covidem to nic trudnego, prawda? Prawda? Nie, nie prawda. Pojechaliśmy do szpitala nr 1 - WUM. Po przebyciu zasieków przez domofon słyszę panie mieliśmy ale już nie mamy, może szpital Orłowskiego. No to jedziemy. przy wejściu namiot pomarańczowy, jakąś młoda pani sprawdza nam temperature . Mówimy że różowa ma stwierdzony covid. A to pani wejdzie i usiądzie w poczekalni (z innymi ciężarnymi które już zaraz też będą rodzić). Siedzimy... Upewniam się pani z namiotu czy tak na pewno ma być. Tak. Wchodzi w końcu do gabinetu różowa. Po 2 minutach wypada z gabinetu zdenerwowana pielęgniarki każe opróżnić poczekalnie. Wkurw I strach tych kobiet ogromny. Wyszliśmy - jedziemy do szpitala MSWiA. No bo tam podobno jest taki oddział. Wychodzę z auta idę wg tabliczek - dla chorych na covid. Jakieś kontenery jak planu filmowego "Tajemnica Andromedy". Jest dzwonek "dzwonić". Dzwonię jak opętany. Po kwadransie dzwonienia właze w jakieś drzwi opatrzone *tabliczką "Uwaga Covid" wyskakuje jakaś pani w hazmat suit "panie, tu nie wolno, pan naraza siebie!". Na moje pytania gdzie mam się udać z ciężarna z covidem nie otrzymałem żadnych informacji. Wróciliśmy do domu, z pomocą mojego taty znaleźliśmy oddział w Szpitalu Bielańskim. Oczywiście cały czas nerwy,stres. Mieliśmy szczęście, że nie zaczynała się akcja porodowa. Oczywiście 5 dni później durny sanepid zamknął mnie w domu a różowa z synem ponad tydzień w izolatce. Na szczęście zdrowi bez żadnych objawów.#covid #tatacontent #historia #zalesie

