Na fali ostatniej afery #sfd #kreatyna #suplementy #mirkokoksy , kilka moich refleksji na temat świata suplementów.Jakiś czas temu jako biznes poboczny rozważałem rozkręcenie własnej linii wysokiej jakości suplementów diety. Pomysł umarł na etapie researchowania rynku - świat suplementów to jest takie bagno, że aby działać w branży i być dochodowym trzeba spełniać przynajmniej jeden z trzech warunków:1) operować na gigantycznych partiach liczonych w setkach tysięcy opakowań wzwyż2) mieć w nosie zdrowie swoich klientów3) być w stanie sprzedać produkt z absurdalnie wysoką marżą (np poprzez dobrze wyrobioną markę)Spora część dużych producentów (jak na przykład pewien znany producent z 3 literami w nazwie ( ͡° ͜ʖ ͡°)) spełnia jednocześnie warunki 1 i 2, a fit influencerzy wprowadzający własne marki zazwyczaj spełniają warunki 2 i 3.Zdecydowana większość suplementów dostępnych na rynku na jakimś etapie powstaje w Chinach. W przypadku dużych koncernów farmaceutycznych produkujących suple - duża część korzysta przynajmniej z półproduktów sprowadzanych z Chin, z których samodzielnie wytwarzają gotowe suplementy. I wtedy macie piękny produkt, który został wyprodukowany na terenie UE, a to że jedna z substancji pochodzi z Państwa Środka to już nie ma większego znaczenia - decydująca część procesu odbyła się w Polsce.W przypadku małych marek, np. sygnowanych przez jakiegoś influencera, macie jakieś >90% pewności że jest to whitelabel który od początku do końca powstał w Chinach. Wprowadzenie własnej marki suplementów jest dziecinnie proste - na Alibaba znajdujecie producenta i mówicie mu że chcecie 5 tysięcy opakowań po 60 tabletek substancji czynnej X i Y w określonej dawce, zamkniętych w określonym typie tabletki. Przesyłacie projekt etykiety, robicie przelew i czekacie kilka tygodni na paletę towaru.Gdzie jest problem? Nikt nie kontroluje co się dzieje w fabrykach, w jakich warunkach i z czego powstają te suplementy. Każdy producent na Alibaba ma piękne zdjęcia sterylnie czystego zakładu i certyfikaty ichniejszych instytucji, ale tak naprawdę nikt tego nie weryfikuje.Każda partia sprowadzanego towaru powinna być badana na okoliczność 3 czynników:- zawartość metali ciężkich - nie mam pojęcia skąd one się tam biorą, ale jest to realny problem- zanieczyszczenia mikrobiologiczne - w łańcuchach produkcyjnych często w ogóle nie są przestrzegane zasady higieny, np w substancjach zdarzają się bakterie kałowe- skład - może się zdarzyć że zamawiacie np cytrynian magnezu, a w tabletkach jest gorzej przyswajalny ale tańszy tlenek magnezu. Albo po prostu gips, bo kto się zorientujeKomplet badań w laboratorium to koszt rzędu kilku tysięcy złotych, więc o ile ktoś nie ma swojego laboratorium, to oczywiście tego nie robi. A dobrze byłoby badać w zasadzie każdą partię surowca, a jeżeli kupuje się gotowe opakowania, to też wyrywkowo próbki z różnych opakowań - jak pokazuje niedawna afera, w zależności od miejsca zakupu, różna była zawartość rtęci. Konkurencja cenowa na rynku jest ogromna, więc producenci tną koszty gdzie tylko się da. Jak patrzę na niektóre suplementy w internecie, to ciężko mi uwierzyć jak tanie one są.Na polskie organy nadzoru nie ma co liczyć - podczas wprowadzania na rynek nowej linii produktowej powinien ją przebadać GIS, ale w praktyce są w stanie przebadać średnio 10% nowych produktów (produkt nie równa się partia! - jeżeli GIS zbada coś raz, to potem się już nie interesuje danym produktem, a zanieczyszczenie nie musi występować we wszystkich partiach).Wnioski? Nie ma co ufać producentom suplementów, nawet jeżeli mówią że produkują w Polsce. Unikajcie małych producentów którzy sprzedają whitelabel, bo to jest absolutna loteria - oni nie mają nic do stracenia, a duże koncerny przynajmniej muszą dbać o dobre imię. Unikajcie taniochy, preferujcie tych producentów którzy regularnie publikują badania swoich suplementów. No i piętnujcie januszy biznesu co wprowadzają syf na rynek - jeżeli kogoś złapali na tym że ma rtęć w kreatynie, to jest duża szansa że regularnie wprowadza syf do obrotu również w innych produktach, tylko akurat nie wpadł.

