Cześć. Chciałem się anonimowo wyżalić. Mieszkam w domu z siostrą, szwagrem i dwójką ich dzieci. Ja na górze, oni na parterze. Bardzo sobie cenię ciszę, spokój ...sami wiecie o co chodzi. Mimo, że nie mam setki adoratorek to i tak nie chcę mieć dzieci. Odkąd najpierw jedno dziecko, a później drugie zaczęły biegać i się wydzierać to dostaję kurwicy. Czuję bezsilność, bo nie jestem bogatym, superzaradnym ekstrawertykiem, więc wynajem czy kupno działki i budowa własnego domu odpada. Poza tym tutaj było nie było mam coś swojego. Dom, w którym egzystuję jest zrobiony na odpierdol przez pradziadka dla naszej babci. Mimo, że starsze budownictwo to wszystko słychać, jest pogłos, czuć drżenie podłogi nawet, gdy dzieci biegają na zewnątrz (tak to chore, wiem). Najgorzej, że ja do tych dzieciaków nic nie mam, bo jak mogę mieć. Czasem zagram z nimi w ogrodzie w piłkę czy na ich konsoli i później nie mogę wrócić do siebie, bo i tak wszystko słyszę i czuję. Tak jakbym nie mieszkał w oddzielnym lokum. Muszę podporządkowywać niektóre czynności pod kogoś, czego nienawidzę. Z obejrzeniem filmu czy obejrzeniem książki muszę labo czekać albo puszczać jakąś muzyczkę, bo nie mogę się skupić. Mówiłem o tym siostrze, ale w sumie co ona może zrobić. Zresztą ja nie mam dzieci i ona nie doświadczy tego czego ja doświadczam na co dzień. Taki wysryw ode mnie i nie oczekuję jakichś rad czy czegoś w tym rodzaju. Taguję antynatalizm, chociaż wiem, że to może nie do końca być adekwatny tag dla tego wpisu.#childfree #antynatalizm #zalesie

