Jak mnie wkurza moja #rozowypasekBoże. Dla niej nigdy nie jest wystarczająco dobrze, nigdy się nie chwali, ma niską samoocenę i kosmiczne wymagania. Zdobyła stypendium dla najleoszych studentów?"E tam, mogłam lepiej!" Osiagnęła sukces w pracy i dostała premię?"jakby oni zauważyli wszystkie niedociągnięcia...."W domu zawsze jest syf, choć moim zdaniem jest skansen, ona nigdy nie jest wystarczająco zadbana, ładna itp. ZAWSZE jest coś co można zrobić lepiej. I ZAWSZE można narzekać. A to ogrom obowiązków, brak czasu na sprzątanie itp. Kurde ja nie kumam tego. Ja mam wyluzowane wrotki. Mam odpowiedzialną pracę ale w ogóle o niej nie myślę stresowo, robię rzeczy i nie rozkminiam, że mogłoby być lepiej. Ten idealizm i perfekcjonizm zabija nasz związek, bo ona z niczego się tak naprawdę nie cieszy. Robimy coś fajnego, to pewnie myśli o obowiązkach i o tym, co się nie udało. Ciekawe czy jak uprawiamy seks to rozkminia co można by poprawić w domu, sobie, seksie....

