Opublikowane
Potrzebuję porady, takiej szczerej, bezpośredniej, ale jednak życzliwej (z dobrymi intencjami). Uwaga, będzie długie. Ja lvl 29, moja dziewczyna 30. Poznaliśmy się na pierwszym roku studiów na uczelni. Poszedłem rok wcześniej do podstawówki, stąd różnica wieku. Byliśmy na innych wydziałach, ale oboje mieszkaliśmy w akademiku. Spotykać zaczęliśmy się na drugim, ostatnio mieliśmy dziesiątą rocznicę związku. Od czwartego roku mieszkamy razem. Po skończeniu studiów zostałem na uczelni jako asystent i robiłem doktorat. Jak pewnie wiecie na państwowych uczelniach stypendia doktoranckie są głodowe, więc kokosów nie było. Poza tym ciągła praca (zajęcia ze studentami, artykuły, badania, konferencje) i pisanie pracy. Uwinąłem się w 3 lata. Uczelnia od razu zaproponowała mi stanowisko adiunkta i możliwość zrobienia habilitacji. Skorzystałem. Znając swoją sumienność do 34 roku życia się wyrobię. Będąc samodzielnym pracownikiem naukowym będę miał o wiele więcej możliwości zarobkowych niż teraz. A teraz właśnie, mimo że jest trochę lepiej, to ciągle biednie...I to chyba przeszkadza mojej dziewczynie. Żali się, że nasi znajomi ze studiów kupują już własne mieszkania deweloperskie bez kredytu, budują domy, jeżdżą kilka razy do roku za granicę itp. A ja żyję tylko nauką i nic z tego nie mam. Nie trafia do niej, że to moja pasja, a na lepsze efekty finansowe trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Ona po studiach nie mogła znaleźć pracy w zawodzie i z obrzydzeniem przez rok pracowała w sieciówce przy sprzedaży ciuchów. Później dostała pracą juniorską w korpo, ale targety, przemęczenie i ogólnie jej nienawiść do takiego kapitalizmu powodowała, że przez te dwa lata była sfrustrowana.W końcu udało mi się załatwić jej pracę na uczelni w dziale administracyjnym przy obsłudze studentów zagranicznych z wymiany, w tym tych z programu Erazmus. Od tego momentu w pracy było u niej znacznie lepiej. Mówiła, że w końcu robi to, co lubi, że praca pozwala jej się poczuć prawdziwą kobietą. Często imprezuje też ze studentami z zagranicy, zwłaszcza podczas integracji czy połowinek oraz zakończenia semestru. Ma też wielu znajomych poznanych podczas pracy, zwłaszcza z Hiszpanii i Nigerii (bo mamy wielu nigeryjskich studentów prawa). I o ile w pracy jest wszystko dobrze, to po przyjściu do domu przeszkadza jej niemal wszystko. Czepia się mnie i robi awantury o każdą głupotę, ale najbardziej o to, że jesteśmy biedni. A ostatnio wymyśliła sobie, że musi odpocząć, wzięła trochę urlopu i 20 grudnia wyjeżdża na 3 tygodnie z koleżanką do Nigerii "odnaleźć siebie" - jak mi powiedziała. Na ten cel wzięła bez pytania 10 tys. zł ze wspólnych oszczędności, dołożyła swoje i jeszcze pożyczyła od swoich rodziców. Na moją dezaprobatę zareagowała "jak nie chcesz mnie stracić to zrozumiesz". I nie wiem teraz co robić. Za miesiąc ona wyjedzie na dłużej, a ja jestem w rozsypce. Chciałbym skupić się na habilitacji, ale trudno mi, gdy mam niepoukładane w domu. Kocham ją bardzo, szanuję i ufam bezgranicznie. Problemem jest też seks - nie uprawiamy go od prawie roku. Co byście mi poradzili, co zrobili na moim miejscu? Z góry dziękuję za rady oraz dobre słowo.#vejt #zwiazki

Dyskusja

Rejestr odpowiedzi mirko.pro (2)
mirko_anonim
Opublikowane
Dziękuję za odpowiedzi. Bynajmniej wiem co się na takich wyjazdach może stać i mam swój rozum. Wracam do pisania habilitacji.
Moderator razzor91
Autor anonima
mirko_anonim
Opublikowane
Pozdrawiam ekipę #vejt <3
Moderator razzor91
Anonimowy użytkownik

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

clp5bp3qp03qr0m5bwh2ncx1i

Dodane: 19 listopada 2023 - 11:16:22
Opublikowane

Autor był widzianyprawie 3 lata temu
Zobacz wszystkie wpisy