Jestem załamany postawą mojej #rozowypasek Zanim podjęliśmy decyzję o #b0mbelek to zadbałem o to, by temat dokładnie przegrać. Nie byłem gotowy, więc minął ROK. Gdy upewniłem się, że myślimy podobnie, mamy podobne założenia wychowawcze i pogląd na dziecko, to zapragnąłem zostać ojcem. I beng - stało się. Dziecko jest na świecie niespełna rok a z mojej kobiety robi się sfrustrowana #madka. Po prostu przestaje dawać się żyć w domu. Byle pierdoła powoduje u niej wybuch złości, agresji. Wczoraj zostałem zwyzywany przy córce od idioów, imbecyli i upośledzonych debili bo... kupiłem jedno opakowanie kopytek za dużo. Zeżrę te kopytka jak będzie trzeba.Problem jest taki, że przed dzieckiem mój stoicki spokój, pełna decyzyjność, pewność siebie były w 100% wystarczające. Generowało to brak afer i wojen, brak patologii, jej szacunek do mnie i myślę, że też pożądanie. Obecnie to się skończyło. Seksu nie było tak naprawdę od początku ciąży czyli już grubo ponad 1,5 roku. Były jakieś tam nieśmiałe próby w ilości 2 (dosłownie), ale to raczej wydmuszka a nie to, co było przed dzieckiem. Coraz częściej mówi "moje" dziecko a nie "nasze". Ogólnie nie mam problemu z byciem na bocznym torze ale w zasadzie od pewnego czasu czuję się jako dostawka, jako robol, który nosi kasę, robi zakupy, ogarnia chałupę i jak trzeba to pilnuje dziecka (uwielbiam spędzać z nim czas!) a w zamian zasługuję jedynie na bluzgi. Obiecywaliśmy sobie, że nie będziemy wychowywać dziecka w patologii a dziecko coraz częściej słyszy darcie ryja. I to jej na mnie, bo ja wciąż nie wybucham. Fakt, że po serii bluzgów potrafię się odgryźć, czasem nawet myślę, że poniżyć ale robię to spokojnym tonem. Nie chcę się rozstawać. Ona nie widzi problemu, bo to przecież ja robię wszystko źle a nie ona - ona zrobiła z siebie kierownika domu a dla mnie jest tylko lista wymagań do spełnienia. Nie spełniam jej w 99% przypadków i tak jest za brudno, za zimno, za ciepło, za dużo, za mało. Sama się nie garnie, bo przecież "zajmuje się dzieckiem". Myślałem, że jak będzie miała właśnie takie zajęcie to np. standardy czystości, które w domu utrzymywała przed dzieckiem zejdą na drugi plan ale nie zeszły. Dalej wiecznie jest w domu syf, tylko teraz jego posprzątanie to nie jest w połowie a w całości mój obowiązek, więc i moja wina. Żadne rozmowy nie działają, nie widzi żadnej winy w sobie, nie czuje skruchy za użyte słowa. Gdyby nie było dziecka, to brałbym pod uwagę rozwód ale nie chcę by moje dziecko było w rozbitej rodzinie. Mogę być incelem ale chcę dać dziecku pełną rodzinę. Potrzebuję protipów jak walczyć z babą, która schamiała i pokazała swoją najgorszą stronę, której nie pokazywała przez 13 (!!!!) lat przed ślubem i dzieckiem, bym mógł się zawczasu ewakuować. Tak długi okres demo zaskoczył nawet mnie. Przy okazji dochodzę do wniosku, że małżeństwo to najgorsze co może zrobić sobie facet. Baby trzeba r..chać i robić swoje - wtedy są miłe i latają za facetem. Jak Cię "usidlą" -> małżeństwo, mieszkanie, dziecko to już stajesz się śmieciem, bo przecież nie odejdziesz. Redpill to jest złota ideologia.

