#tinder #zwiazki #seks #rozowepaski #niebieskiepaskiCzęsto na wykopie jest demonizowanie różowych po onsach. Śmieszy mnie to xD A onsy mają same zalety dla mnie. Kiedy zaczynałam związki, było na początku tak fajnie normalnie, nigdy nie było wiadomo co się wydarzy, kiedy będzie seks, aż w końcu robił się nastrój, spontan i kończyliśmy w łóżku. Potem żyliśmy normalnym życiem, aż pojawiały się pierwsze "ej wiesz co, już tydzień nie uprawialiśmy seksu". Nawet nie zwracałam na to uwagi, nigdy nie traktowałam tego jako codzienność, tylko jako spontan który jest gdy pojawi się ochota. No i facet coraz częściej marudził, czym mnie do siebie zniechęcał i w końcu zamiast cudownego partnera zaczynałam w nim widziec uprzedmiotawiajacego iddiote. Z kolejnym i kolejnym to samo. Więc już wolę sobie znaleźć kogoś fajnego do onsa gdy mnie najdzie ochota i facet od onsa mi nie marudzi, że nie ma seksu. W ten sposób mam fajne niczym nie zepsute wspomnienia. Oczywiście najpierw kilka godzin randki, żeby zweryfikować czy warto, ale koniec końców uprawiam seks na moich warunkach i nie muszę się irytować facetami którzy uznają moje ciało za ich własność. Z tego powodu większość dziewczyn idzie w onsy. Nie mają nic wspólnego z puszczalstwem. W tym półroczu byłam z 4 facetami, po kilka razy jak ons był spoko. To mniej niż w niektórych stałych związkach koleżanek. Teraz już trzeci miesiąc bez seksu. I to jest fajne że nikt go ode mnie nie oczekuje. Może kolejny raz mi się zachęcę za miesiąc, może w grudniu, może wcale. Moja sprawa.

