Opublikowane

Moja historia życia: Przegrane w bogatej rodzinie

Cześć Mirki!Jestem osobą, która prawie nigdy nie wypowiada się w internecie, ale dziś coś mnie pchnęło i postanowiłem się z Wami podzielić moją historią życia. Nie wiem po co, możliwe że po prostu mam taką potrzebę wylania całego swojego smutku gdziekolwiek... Z góry przepraszam za ścianę tekstu.Swoją historię zacznę może od tego, że moje przegrane dotychczas życie (chociaż ciągle walczę o lepszą przyszłość), to nie są powody typowe jak na tą stronę tj. zakola, niski wzrost, wygląd, bieda, alkoholizm w rodzinie (absolutnie nie umniejszam problemom, które wynikają z ogólnej patologii otoczenia). Moja rodzina jest strasznie bogata. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że prawdopodobnie top 2-3% najbogatszych w kraju. Przez całe dzieciństwo widziałem jak przelewają się tutaj miliony (głównie dzięki bogatym przodkom). Nikt w rodzinie nie nadużywał alkoholu, nikt nie palił, nie było jakichkolwiek uzależnień... Ale przemoc? Była ogromna. Przede wszystkim psychiczna. Mam tak skrajne obrzydzenie do materializmu, że na samo usłyszenie wyśmiewania biednych osób (moja rodzina tak klasyfikuje ludzi) mam ochotę zwymiotować. Serio. Byłem tutaj ostatnim dzieckiem. Rodzeństwo starsze o dwucyfrową liczbę lat - czyli na 99% jestem wpadką. Byłem przez prawie wszystkich członków rodziny każdego dnia wyzywany po kilkaset razy, że jestem niepełnosprawny umysłowo i że jestem życiowym nieudacznikiem oraz byłem porównywany do wszystkich ludzi jakich znali, nie ważne czy młodsi czy starsi - do wszystkich. Wyzwiska + sporadyczne bicie zaczęło się gdzieś w mniej więcej 4-5 roku życia, gdzie człowiek już zyskuje tą świadomość. Główne wspomnienie z najmłodszych lat to zaszklone oczy łzami, wpatrzone godzinami w sufit i odcisk dłoni na plecach po uderzeniach. Mimo tak ogromnych pieniędzy nie inwestowano we mnie prawie nic, pamiętam, że w gimnazjum chodziłem w dziurawych butach. To nie tak, że jestem roszczeniowy, że chciałbym cokolwiek od nich ale chodzi o to, że odbiło się to na przepotężnym nękaniu mnie w szkole "haha ale biedak, nawet na buty go nie stać". Fajnie byłoby mieć chociaż podstawowy ubiór, a nie dziurawe szmaty. Zapewniono mi po prostu takie warunki abym sobie obok nich wegetował i był takim "przynieś, wynieś, pozamiataj". Gdy pojawiały się choroby to mnie leczyli i wozili po lekarzach ale przy każdej chorobie, jakiejkolwiek po kilkaset razy był krzyk, że jak śmiem chorować i to wszystko moja wina. Mogłem jeść co chciałem, a więc w ten sposób odreagowywałem stres (nie wiedziałem jeszcze jak działają kalorie etc. jako dziecko). Roztyłem się do takiego stopnia, że bolały mnie kolana od otyłości skrajnej (BMI 40>). Miałem ciężko wstać z fotela. W szkole rówieśnicy zadbali o to, abym miał przez prawie całą edukację piekło z tego powodu. Dopiero w gimnajzum dowiedziałem się czym jest stosunek seksualny, nie pozwalano mi w domu NA NIC, nie mówiono o niczym i nie wiedziałem jak działa świat. Byłem trochę w takiej "klatce". Nie mogłem nawet samemu się ubierać jako dziecko/nastolatek, mama jest tutaj najnormalniejszym członkiem rodziny ale nadopiekuńcza do takiego stopnia, że zakazała mi w życiu wszystkiego. Do garażu czy cokolwiek w ten deseń nie miałem wstępu "bo jeszcze coś odwalę albo popsuje". Po wejściu w dorosłość, mimo tego że mam prace (jakiś czas temu zacząłem IT), po życiu tutaj nie nadaje się do niczego innego. Gdy dostałem dostęp do internetu - to on mnie zaczął wychowywać. Nie byłbym zdolny do innych prac niż umysłowa - fizycznych/wymagających czegokolwiek manualnego (prawdopodobnie głęboki autyzm albo coś w ten deseń). Mógłbym na spokojnie stąd uciec (chociaż dopiero początek kariery, zarobki jeszcze nie są aż tak komfortowe do wyprowadzki) ale po prostu mi zakazali, głęboko do głowy wkładali mi tekst powtarzany tysiące razy, że sobie nie poradzę. I tak mijają kolejne lata, a ja mam umysł zbyt mocno objęty niewidzialnymi łańcuchami. Rozwiązanie, czyli wyprowadzka brzmi prosto ale w mojej głowie to jest stukrotnie bardziej skomplikowane. Mikroskopijnymi kroczkami zaczynam wychodzić z tego horroru, schudłem, trenuję, pracuję, szkolę się z czego tylko mogę ale moja młodość już prawie przeminęła... To co ja tutaj przeżyłem....... Nie życzę nawet największemu wrogowi.To wszystko dało mi taką motywacje życiową, że jestem wręcz pewien o zajściu daleko w życiu.Jeżeli kogoś moje wypociny zainteresowały do takiego stopnia, że dotrwał aż do tego momentu, to przepraszam za napisanie tego w chaotyczny/gramatycznie nie do końca poprawny sposób, napisałem to na szybko.Przedstawiłem tylko wierzchołek góry lodowej moich traum. O tych najbardziej skrajnych (a są ich dziesiątki), to nawet nigdy nikomu nie powiedziałem i nie wiem czy kiedykolwiek się do tego przełamię. Jeżeli piekło naprawdę istnieje, to moim zdaniem właśnie w nim tkwię, za karę z poprzedniego życia czy coś. Ale pozostała we mnie cząstka optymizmu i czuję, że moja psychika mimo wszystko jest ze stali. Mimo tego, co przeżyłem uważam się za empatyczną i dobrą osobę. Przyszłość widzę wypełnioną terapią i dużymi ambicjami w życiu. Tak łatwo się nie poddam. ( ͡° ͜ʖ ͡°)#problemypierwszegoswiata #przegryw #zalesie #trauma #traumazdziecinstwa
44

Dyskusja

Nie ma jeszcze anonimowych odpowiedzi.

Komentarze z Wykopu

Sprawdzamy liczbę komentarzy...

Akcje

Otwórz wpis na wykop.pl
Klucz publiczny:

nv7l9aoaq1pgx8vk73g86lkm

Dodane: 24 września 2025 - 00:08:42
Opublikowane

Autor był widzianyokoło rok temu
Zobacz wszystkie wpisy