Czuję się okropnie głupi i bardzo żałuję, że moja ścieżka edukacji skończyła się, tak jak się skończyła. Mocno na własne życzenie.W czasach szkolnych zawsze nauka szła mi super łatwo, podstawówka i gimnazjum to była dosłownie bułka z masłem, każdy przedmiot od humanistycznych po ścisłe (które były moimi ulubionymi) szły mi super łatwo, przez cały ten czas nie poświęciłem 5 minut na naukę poza obowiązkowymi zadaniami domowymi. I to nie tylko to, że babcia mi powtarzała, że jestem zdolny, więc w to uwierzyłem. Miałem tego mierzalne efekty w postaci wygrywania konkursów, albo przynajmniej bardzo wysokiego w nich miejsca. Wiecie, niby nic wielkiego, ale jednak.Potem przyszło liceum i pomimo że nadal byłem bardzo dobry, to zaczęły się schody i zacząłem zauważać, że inni (którzy faktycznie pracują nad sobą) zaczęli mnie doganiać i przeganiać — na początku liceum nie mieli do mnie podejścia, a na koniec byli równo ze mną, albo i mnie lekko wyprzedzali. Tylko wtedy nawet jak zaczynałem się uczyć, to po prostu tego nie umiałem. No nie umiem się uczyć. Tylko znowu, dalej byłem w "topce" więc to olałem.Aaaaaż przyszły studia. Dostałem się na (wtedy mi się tak wydawało) ciekawy kierunek techniczny, wybrałem elektronikę zamiast informatyki, bo się nasłuchałem, jak to każdy elektronik jest informatykiem, ale nie każdy informatyk jest elektronikiem. I mnie to zabiło. Po pół roku okazało się, że najciekawszymi kursami są te matematyczne i informatyczne (gdzie nadal miałem ten "błysk", ale już gasnący), a te typowo elektroniczne to moje największe przekleństwo. Doszła trochę bardziej zaawansowana fizyka, której ani trochę nie rozumiałem. Zabiło to we mnie wszelkie chęci czy aspiracje. Rzucić w cholerę tego nie mogłem, bo czekałby na mnie powrót do domu rodzinnego i co najwyżej zasuwanie na produkcji za minimalną, więc starałem się to ciągnąć. Przez kursy się prześlizgiwałem, a nie je zdawałem, większość zdałem wyłącznie dlatego, że prowadzący od lat stosowali te same zestawy pytań, totalnie nie rozumiałem co ja tam robię.Na 6 semestrze, już po wyborze tematu pracy inżynierskiej, dogadaniu z promotorem i tego typu tematami załamałem się psychicznie, po prostu nie mogłem o tym myśleć, od 3 lat tym dosłownie rzygałem, ale musiałem tam chodzić dzień w dzień. Rzuciłem te studia w cholerę, pomimo że wszyscy, od rodziny przez kolegów po własną dziewczynę mi to odradzali i kazali się przemęczyć. Olałem ich, nie dałbym po prostu rady psychicznie i skończyłbym na jakimś oddziale zamkniętym. Sam tego rzucania żałowałem, ale no trudno. Chociaż żałowałem głównie tego, że czułem się jak gówno i że nie rozumiałem, o czym do mnie mówią i nie umiałem się tego nauczyć.Na całe szczęście, udało mi się już wtedy cudem dostać staż w IT, więc miałem jakiś punkt zaczepienia i jakieś pieniądze (to było 10 lat temu, to nie było żadne 15k, a 2k netto). I tak minęło mi ostatnie prawie 10 lat. Mam fajną pracę w IT, ale nadal czuję się jak gówno, często nie rozumiejąc bardziej skomplikowanych rzeczy. W międzyczasie zrobiłem jakieś gównostudia dla papierka i bycia "inżynierem". Mój żal i problemy z nauką czy rozumowaniem zniknęły, bo w końcu nie byłem żadnym debilem, a nadal trochę więcej niż przeciętniakiem, otoczonym takimi samymi ludźmi.I ostatnio dostałem nową pracę i trafiłem do dość skomplikowanego projektu. I to wszystko wróciło. Mam w swoim zespole 3 osoby z doktoratami, ale nie takimi gównianymi, a z najlepszych europejskich uniwersytetów, którzy mają cytowania i realną i faktyczną wiedzę. Wróciło wszystko ze zdwojoną siłą. Wiem, że gdybym przez te wszystkie lata tego wszystkiego nie olał, to przy odrobinie szczęścia mógłbym być jak oni, albo przynajmniej bliżej nich. I codziennie wraca ten ból z czasów studiów, ale spowodowany czymś innym, to już nie jest rzyganie źle wybranym kierunkiem studiów. To wewnętrzne rzyganie tym, że muszę pracowac z ludźmi, którym się w życiu udało, mają super wiedzę i potrafią bardzo konkretnie i dogłębnie myśleć nad tematami, nad którymi pracują i co najważniejsze są w tym bardzo dobrzy.Uważam, że w pewnym stopniu (bo ogólnie uważam swoje życie za fajne i wygodne) zmarnowałem swoje życie, bo teraz to już jest dla mnie na to wszystko za późno i mądrzejszy już nie będę, ani nie rozwinę się na tyle, żeby móc się choć trochę zbliżyć do tego ich poziomu.#zalesie #studia #gorzkiezale #nauka #szkola

