Hej Misie. Mam mocny zjazd emocjonalny. Mocniejszy niż można to rozsądnie wytłumaczyć zyciem, od paru dni jestem jak roztrzęsiona galareta, przyklejona do łóżka. Nie miałam tak nigdy, nie rozumiem co się dzieje. Gdziekolwiek nie pobiegną mi myśli to trafiam albo w ścianę, albo w strach i smutek. To drugi raz teraz, ostatnio tak zjechałam na parę dni kilka tygodni temu i szczerze mówiąc byłam o krok od zrobienia czegoś nieodwracalnie głupiego. Nie mogę spać, wstanie do kibla to wysiłek roku i mam parę zobowiązań które muszę w takim stanie skonczyc, nie wiem jak. Nie wiem co robić...Mam nadzieję że coś mi po prostu jest, nie wiem, jakieś niedobory, hormony, chujwico. W poniedziałek postaram się być u lekarza na badaniach. Problem jest taki że jest sobota, jestem sama w domu (partner miał umowiony wyjazd do rodziców i go nie ma do wtorku), jest mi coraz gorzej i trochę się boje. Mam przyjaciół, ale sięganie do nich i opowiadanie co mi jest wydaje się niewykonalne. Powiedzialam partnerowi. Rodzina odpada. Do szpitala nie pójdę, mam psa pod opieką. Zresztą co im powiem? Hej, jestem na codzien normalnie funkcjonującym człowiekiem, tylko nagle w wieku 35 lat mi wyjebało i nie wiem czemu? Jeszcze się trzymam, parę tygodni temu było dużo gorzej. Po prostu się boje. #chcepogadac #zdrowiepsychiczne

